Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Jonathan Hulten i Myrkur w 2Progi 19 kwietnia 2024 r. (fotorelacja)

                                                                   





W zasadzie opisywany tutaj koncert spisałem na straty, gdyż nie zdążyłem zakupić w porę biletu i okazało się, że został wyprzedany. Na szczęście na dzień przed nim dwie przyjaciółki poinformowały mnie, że organizatorzy dorzucili dodatkową pulę biletów na Jonathana i Myrkur, zatem dalej poszło jak z płatka. Notabene Amalie Bruun (czyli Myrkur, po islandzku 'ciemność') miała wystąpić swego czasu na festiwalu Castle Party, ale odwołała swój koncert z powodu ciąży.

Tak czy owak, znowu pojawiam się w 2Progi, obecnie najczęściej odwiedzanym przeze mnie koncertowo klubie w Poznaniu (kiedyś był to Bazyl). Na drugim miejscu jest Minoga, na trzecim Tama - w obu tych klubach czasem odbywają się interesujące mnie koncerty metalowe czy gotyckie/dark independent. Wróćmy jednak do piątkowego wieczoru. 

Wpierw miałem okazję zobaczyć na żywo Jonathana Hultena, eks-gitarzystę szwedzkich gotyckich progressive death metalowców Tribulation, zespołu, który bardzo lubię. Hulten nagrał z Tribulation aż 5 albumów studyjnych, w tym "The Horror" (2009), mój ulubiony "The Formulas of Death" (2013), "The Children of the Night" (2015), "Down Below" (2018) i "Where the Gloom Becomes the Sound" (2021). Jego solowa twórczość to spokojny, melancholijny i zaśpiewany a cappella dark folk, który jest mocno osadzony w pogańskim uwielbieniu do natury. Zresztą w trakcie występu Jonathana scena przypominała gęsty i tajemniczy ogród, w którym wszystko może się zdarzyć. Naprawdę słowa uznania trzeba skierować do osób odpowiedzialnych za dekorację piątkowego koncertu. Hulten dysponuje wysublimowanym i wielowymiarowym wokalem, który potrafi poruszyć słuchacza. W dodatku przykuwają uwagę jego ekscentryczny image sceniczny oraz teatralne ruchy. 

Odsłuch: https://kscopemusic.bandcamp.com/album/the-forest-sessions

Uroczo mroczny klip do "Where Devils Weep":

https://www.youtube.com/watch?v=MlRHxllnEnA

I mój ulubiony album Tribulation, czyli metalowa przeszłość Jonathana:

https://invictusproductions666.bandcamp.com/album/the-formulas-of-death

Set-lista Jonathana: "A Dance in the Road", "The Call to Adventure", "Holy Woods", "... and the Pillars Tremble", "The Roses", "Where Devils Weep", "Leaving".

Kiedyś raczej ignorowałem folk black metalową twórczość Myrkur, czyli popowej wokalistki Amalie Bruun. I w zasadzie nadal przemawia ona do mnie połowicznie, choć za Myrkur stoi tak uznana wytwórnia metalowa z USA jak Relapse. Niemniej wychodzę z założenia, że kobiety mają prawo realizować się w każdej muzyce, którą lubią, w tym także w zdominowanym przez płeć męską black metalu. Inna sprawa, że atmosferyczny black metal w stylu wczesnego Ulver jest w muzyce Myrkur jedynie dodatkiem (riffowanie tremolo, rzadkie black metalowe krzyki Amalie), rdzeń wciąż stanowi skandynawski pagan folk, a ostatnia dynamiczna płyta "Spine" Amalie (2023) jest momentami wręcz popowa. Tak czy owak, mogę dość rzadko słuchać Myrkur, ale jestem ogromnie zadowolony z jej koncertu. Piękne eteryczne wokale Amalie (zabrakło mi trochę jej black metalowych wrzasków), kilka gitarowych fragmentów black metalowych, doskonała prezencja sceniczna Amalie oraz basistki/drugiej wokalistki Maji Shining i sporo delikatnej melancholii... czyli pierwiastka, którego szukam w najczęściej mrocznej muzyce, którą starannie wybieram do słuchania. 

Dodatkowo ten koncert był towarzysko doskonały, gdyż spotkałem kilka moich koleżanek. Same życzliwe mi osoby, które cenię. Zabrałem na Jonathana i Myrkur także mojego przyjaciela z Meksyku, któremu piątkowy koncert przypadł do gustu. 

Set-lista Myrkur: "Balfaerd", "Like Humans", "Mothlike", "My Blood Is Gold", "Spine", "Valkyriernes sang", "Dybt i skoven", "The Serpent", "Crown", "Blazing Sky", "Devil in the Detail", zaśpiewany współnie z Jonathanem "House Carpenter", "Bonden og kragen", "Leaves of Yggdrasil" i na bis "Ulvinde" i "Death of Days". 

Odsłuch: https://myrkur.bandcamp.com/album/spine

Świetny teledysk do "Ulvinde":

https://www.youtube.com/watch?v=M9cNZQIzShc

Plus znakomite zdjęcia Joanny Dark z tego koncertu (na jednym z nich się pojawiam):

https://www.facebook.com/joanna.dArk.art/posts/pfbid02zAJjZoCqvSsbc15b11KrEqwaGsBjn9YpUjvivo8zJMChYNokn7LfAxPazxmGDVMel?notif_id=1713723119144767&notif_t=tagged_with_story&ref=notif

Podziękowania dla Iron Realm Productions za staranną organizację tego koncertu. Sprowadźcie proszę Finów z Shape of Despair (funeral doom) do Polski.

wtorek, 6 lutego 2024

Alembik, Moriah Woods i Of the Wand and the Moon w Voodoo Club 4 lutego 2024 r. (fotorelacja)

                                     







Potrzebowałem wyjazdu na ten koncert nie tylko dlatego, że duński Of the Wand and the Moon jest jednym z moich ulubionych, jeśli nie ulubionym projektem/zespołem neofolkowym. Potrzebowałem smutnej i melancholijnej muzyki Kima Larsena dla nabrania choć chwilowej równowagi psychicznej po ostatnich wydarzeniach w życiu osobistym. Czasem mam wrażenie, że walczymy o coś i w zasadzie czujemy się bezradni natykając się na mur obojętności z drugiej strony. I nie wiem co jest gorsze: wyczekiwanie na kogoś czy zapomnienie o kimś. A może najgorsza jest w tym wszystkim niepewność, czy czekać czy zapomnieć? Potrzebowałem też tego wyjazdu, gdyż wiedziałem, że w Voodoo będą osoby przyjaźnie do mnie nastawione, z którymi będę mógł na luzie porozmawiać i spędzić miło czas w ich doborowym towarzystwie. Inna sprawa, że chciałem wreszcie zajrzeć do Voodoo Club, czyli jednego z najlepszych warszawskich klubów na mapie mrocznej alternatywy. No i ciągnęło mnie na akustyczny występ Kima Larsena, mój trzeci koncert Of the Wand and the Moon od 2017 roku. 

Przed Voodoo Club byłem jakoś koło 17.20 i czekałem cierpliwie na przyjaciółkę z Warszawy, która miała się pojawić przed 18. Wspólnie weszliśmy do klubu. I od razu to miejsce mi się spodobało, urzekło mnie swoim punkowo-gotycko-industrialno-horrorowym klimatem. Gdybym mieszkał w Warszawie, to z pewnością zaglądałbym do Voodoo od czasu do czasu. Pierwsza rzecz jaką zrobiliśmy z przyjaciółką Justyną to zatrzymanie się na dłużej przy merchu Of the Wand and the Moon. Kupiłem sobie koszulkę i torbę Of the Wand and the Moon (przepiękny wzór autorstwa Aleksandry Kruczej, z którą też się zapoznałem i chwilę porozmawiałem), a potem przyszła pora na koncerty, socjalizowanie się i poznawanie nowych osób w Voodoo Club.

Dungeon synthowy Alembik z Krakowa tworzą The Fall (Mgła, Hauntologist, Owls Woods Graves) i K. Hoarder. Jest to muzyka instrumentalna, syntezatorowa - dungeon synth w stylu Mortiis, Wongraven czy Depressive Silence. Może się spodobać, gdyż kreuje dość przyjemny i wciągający nastrój. To był w ogóle pierwszy koncert dwójki muzyków w mnisich habitach a la Sunn O))) i na pewno całkiem udany i godny zapamiętania. 5 lutego Alembik supportował Of the Wand and the Moon w krakowskiej Alchemii. Oto przed wami debiutancki materiał muzyków z Krakowa.

https://alembik-ds.bandcamp.com/album/alembik

Moriah Woods miałem okazję widzieć na żywo w 2023 roku na kameralnym koncercie w Poznaniu. I muszę przyznać, że już wtedy jej smutny i melancholijny dark folk w stylistyce Chelsea Wolfe przypadł mi do gustu. Jest w muzyce Amerykanki z Kolorado coś poruszającego, eterycznego, zapadającego w pamięć. Ta mieszkająca w Polsce artystka ma już na koncie cztery albumy studyjne i występy na Mystic Festival 2023, ale w Voodoo Club zaśpiewała po raz pierwszy. I myślę, że jej delikatna i smutna muzyka spodobała się zgromadzonej w klubie widowni. Na pewno artystka była szczęśliwa z życzliwego przyjęcia jej twórczości.  

https://moriahwoods.bandcamp.com/album/human

Of the Wand and the Moon zacząłem słuchać wiele lat temu pędząc na fali mojego zainteresowania neofolkiem Death in June, Current 93, Nest, Tenhi, Vali, Empyrium czy Forseti. Zresztą Kim Larsen uważa Death in June za projekt formatywny dla Of the Wand and the Moon. Co ciekawe, OtWatM stanowi z kolei źródło inspiracji dla skądinąd znakomitego zespołu folk doom/black metalowego Agalloch. No cóż, Kima Larsena w wersji akustycznej widziałem po raz pierwszy na żywo (wcześniejsze koncerty Of the Wand and the Moon miałem okazję doświadczyć z zespołem - 2017 rok, poznański Las, 2023 rok - Castle Party 2023). Nie zabrakło w trakcie akustycznego występu Kima naprawdę poruszającego wykonania "Whispers of the Past", "Lucifer", "Lost in Emptiness" czy "Sunspot". Eksperymentalny neofolk Of the Wand and the Moon mocno do mnie przemawia, gdyż obok tematyki pogańskiej obraca się także wokół tematyki fatalistycznej (niechcianej) miłości, rozpadu/degeneracji przyjaźni i intymnych związków, śmierci. To jest muzyka poruszająca i niepowtarzalna, której warto posłuchać w chwili jakiegokolwiek kryzysu psychicznego, wówczas potrafi ona szczególnie przemówić, dotrzeć do słuchacza, utulić go w żałobie. Jak to Kim określa "(un)happy songs". Ta muzyka potrafi zatracić się w pustce. 

Przed koncertem i po koncercie trochę rozmawiałem z Kimem, wpisałem się także do jego guestbooka.  Pytałem go o kulisy jego odejścia z doom metalowego Saturnus, o jego mało znany zespół funeral doom metalowy Black Wreath, o pierwszy koncert w Polsce, źródła inspiracji (Death in June) i przyszłe plany muzyczne. Przesympatyczny człowiek, skory do rozmowy i opowiadania. No i oczywiście dziękuję wszystkim znajomym, z którymi rozmawiałem tamtego wieczoru: Justynie, Thomasowi, Aleksandrze, Magdzie, Bartłomiejowi i Dionizemu. Wspaniałe doborowe towarzystwo. Osobne podziękowania dla Disco Hospital Booking za fachową organizację tej akustycznej trasy.

 "Megin Runar" (kocham tą piosenkę):

https://www.youtube.com/watch?v=eSIJJ5mIfDk 

Set-lista Of the Wand and the Moon akustycznie: "Viper Soul", "Your Love Can't Hold This Wreath of Sorrow", "Tear It Apart", "Let's Take a Ride (My Love)", "Lucifer", "Whispers of the Past", "Twilight Halo", "Lost in Emptiness", "Absence", "Sunspot", "I Crave for You", "A Tomb of Seasoned Dye".

sobota, 17 grudnia 2022

W głębiny: morderstwo na łodzi podwodnej (2020) - recenzja

                                                     
Po obejrzeniu poruszającego filmu dokumentalnego "Wulkan: Ewakuacja z Whakaari" (2022) stwierdziłem, że najwyższa pora obejrzeć na Netflixie jakiś dokument true crime. Wybór padł na "W głębiny" i był to bardzo dobry wybór. Oczywiście sprawa koszmarnego morderstwa dokonanego na szwedzkiej dziennikarce Kim Wall przez ekscentrycznego konstruktora z Danii Petera Madsena była mi znana od dawna, jednakże chętnie ją sobie odświeżyłem. W skrócie Madsen wespół z grupą wolontariuszy skonstruował mini-łódź podwodną "UC3 Nautilus" i 10 sierpnia 2017 roku zabrał na jej pokład szwedzką dziennikarkę Kim Wall, która pisała m.in. dla "The New York Times" i "Guardian", po czym oboje wyruszyli w podwodny rejs. Madsen celowo zatopił "UC3 Nautilus" i został uratowany przez załogę statku. Po Kim Wall nie było śladu. Niestety w następnych dniach duńska policja odnajdywała rozmaite fragmenty zwłok dziennikarki: tors, nogi, głowę, a także jej ubrania, nóż i piłę. Okazało się, że Madsen (co wyszło na jaw w późniejszym czasie), związał Kim, torturował dziennikarkę nożem i śrubokrętem, udusił ją (bądź poderżnął jej gardło), po czym ciało rozczłonkował piłą i próbował części ciała Kim utopić w wodzie zatoki. Wyniki badań torsu post-mortem wskazywały na rany kłute genitaliów i klatki piersiowej.

Madsen w "Into the Deep" wielokrotnie jawi się jako sadystyczny psychopata, narcyz i kłamca. Jednak pracujący z nim przy projektach (łódź podwodna, rakiety) wolontariusze i stażyści są Peterem oczarowani. Nie mają pojęcia, że to człowiek o podwójnym obliczu, zły do szpiku kości, zafascynowany prawdziwymi nagraniami morderstw (dekapitacji) kobiet (miał je na dysku komputera w swoim laboratorium), lubiący seks z podduszaniem, imprezy fetyszystyczne w Kopenhadze i pragnący zabić jakąkolwiek kobietę na pokładzie "UC3 Nautilus". Z dokumentu wynika, że umówiona z nim na wywiad Kim Wall nie była zaplanowaną ofiarą. Po prostu nadarzyła się okazja i Madsen ją wykorzystał. Chciał dominować, zadawać ból i zabić.  

Co mnie zaniepokoiło to 'żartobliwe' komentarze i wiadomości Madsena skierowane do reżyserki dokumentu oraz zafascynowanej nim wolontariuszki, z których wynikało, że z tym facetem jest coś nie w porządku. Zresztą "Into the Deep" przyczynił się do skazania Petera Madsena na dożywotnie pozbawienie wolności za okrutne morderstwo Kim Wall. To raczej posępny i ciut nieprzyjemny dokument obrazujący jak jeden uzdolniony człowiek potrafi nabrać otoczenie i starannie się maskować. 

Na zdjęciach Kim Wall oraz jej morderca Peter Madsen. Warto poczytać artykuły Kim Wall np. o amerykańskich próbach nuklearnych na Wyspach Marshalla.

czwartek, 14 października 2021

Of the Wand and the Moon "Your Love Can't Hold This Wreath of Sorrow" (2021) - recenzja

8 października 2021 roku za pośrednictwem niemieckiej industrialnej Tesco ukazał się album, na który osobiście długo czekałem - "Your Love Can't Hold Tthis Wreath of Sorrow" duńskiego projektu/zespołu neofolkowego Of the Wand and the Moon. Na czele Of the Wand and the Moon stoi eks-gitarzysta melodyjnego doom death metalowego zespołu Saturnus, który darzę sporą estymą i miałem okazję kiedyś wiedzieć na żywo. Zresztą Of the Wand and the Moon także widziałem na scenie kilka lat temu w Poznaniu i miło wspominam ten doskonały koncert.

Najnowszy album Of the Wand and the Moon "Your Love Can't Hold This Wreath of Sorrow" (godny następca "The Lone Descent" z 2011 roku) to idealna muzyka do posłuchania chłodną i posępną, acz nieodparcie czarującą jesienią. To bardzo emocjonalny album, przesycony aurą smutku i melancholii, doskonały do słuchania w samotności. Piosenki z "Your Love Can't Hold This Wreath of Sorrow" potrafią w subtelny sposób oddziaływać na słuchacza, zwłaszcza gdy zmaga się z wątpliwościami, tęsknotą, poczuciem rozczarowania. Wówczas smutna i introspektywna muzyka robi się szczególnie bliska.

W rzeczy samej "Your Love Can't Hold This Wreath of Sorrow" jest albumem mogącym służyć jako soundtrack do jakiegoś tonącego w strugach deszczu filmu noir czy fatalistycznego romansu zakończonego niezwykle bolesnym, łamiącym serce rozstaniem. Kim Larsen jako źródło inspiracji przy tworzeniu muzyki na "Your Love..." wskazał piosenki Lee Hazlewooda, Leonarda Cohena i Serge Gainsbourg'a czy soundtracki filmów z lat 70-tych (może Herzog, Fassbinder, Wenders?) Nadal jest to jednak przepiękny dark folk/melancholijny neofolk, do jakiego Of the Wand and the Moon przez lata przyzwyczajał lojalnych słuchaczy. 

Które piosenki warto wyróżnić na "Your Love Can't Hold This Wreath of Sorrow"? Na pewno chwytliwe, acz nadal cudownie melancholijne "Whispers of the Past", "Let's Take a Ride (My Love)" i "Nothing for me here", raczej kakofoniczny i hałaśliwy "Fall from View", wyciszony i eteryczny "Les Journées Sans Fin Et Les Nuits Solitaires (Endless Days and Lonely Nights)" czy króciutki "Williamsburg Bridge". 

Płyta dla słuchaczy, którzy doznali w życiu wyalienowania, odrzucenia, bólu rozstania z partnerem/partnerką czy przyjacielem/przyjaciółką. Płyta kontemplacyjna, acz zdecydowanie bardziej energiczna niż poprzednie albumy Of the Wand and the Moon. Posłuchajcie koniecznie.

https://tescogermany.bandcamp.com/album/your-love-cant-hold-this-wreath-of-sorrow

https://www.youtube.com/watch?v=nY3NMFCPS7g 

"The secret of joy is the mastery of pain"

 "Always the same wish, not to have to lie, but we will, of course, at the first sign of danger, of vulnerability, of jealousy, of withdrawal; we will lie to make an illusory relationship, a perfect one, without wounds."

"I can only connect deeply or not at all." 

"If I love you, it must be because we shared, at some moment, the same imaginings, the same madness, the same stage." - Anais Nin.

niedziela, 6 października 2019

Heidra, Hamferd i Omnium Gatherum w Bazylu 1 października 2019 (fotorelacja)



















To był jeden z takich koncertów na który poszedłem wyłącznie dla jednego zespołu. Nigdy nie mogłem przekonać się do melodyjnego death metalu (poza małymi wyjątkami), zatem występ Finów z Omnium Gatherum niezbyt mnie interesował. Lubię natomiast doom death i funeral doom, dlatego też poszedłem głównie w celu zobaczenia po raz drugi Farerów z Hamferd. Ich melancholijny, śpiewany i growlowany po farersku doom death swego czasu bardzo mnie urzekł. To doskonała muzyka dla ludzi, którzy szukają w muzyce emocji, a już w szczególności smutku, zadumy, refleksji. Farerzy dali znakomity i bardzo stonowany koncert w porównaniu do bardziej żwawych i energicznych występów Heidra (Dania) i Omnium Gatherum (Finlandia). Ubrani w eleganckie garnitury z wprawą kreowali posępne doom metalowe dźwięki. W Hamferd podobają mi się niezmiernie wokale Jona Aldary - czyste i niemal operowe przeplatane mocnym growlem. Farerzy zaprezentowali numery z albumów "Evst" (2013) oraz "Tamsins likam" (2018) oraz z EP-ki "Odn" (2019). Posłuchajcie ich muzyki tutaj:

https://hamferd.bandcamp.com/album/t-msins-likam

Koncerty Heidra i Omnium Gatherum były całkiem przyjemne, ale nie jest to moja muzyczna działka. Tak czy owak wrzucam zdjęcia wszystkich zespołów, które zagrały tamtego wieczoru. Swoją drogą warto byłoby częściej zapraszać na sceny rodzimych klubów kapele doom death metalowe i funeral doom metalowe. Marzy mi się zobaczenie np. Skepticism czy Evoken na żywo.

czwartek, 7 września 2017

Of the Wand & the Moon w Poznaniu, 07.09.2017 (fotorelacja)



















Pierwszy mój koncert od pewnego czasu. Muzykę duńskiego zespołu Of the Wand & the Moon znam od wielu lat, ale jeszcze nie miałem okazji widzieć neofolkowego zespołu Kima Larsena na żywo. Koncert miał się odbyć w nowym Lesie, który obecnie znajduje się na Grunwaldzkiej 22 (konkretnie Scena Robocza). Kompletnie nowe dla mnie miejsce, do tej pory nieznane (nie pochodzę z Wielkopolski, ale z Mazowsza). Brak jakiegokolwiek baru, niemniej scena tak na oko nieco większa niż w pierwotnym Lesie.

Jako pierwszy wystąpił projekt Michała Turowskiego z Warszawy Gazawat. Dark ambient pełen trzasków, sampli, odgłosów wojennych i cierpienia, dość jednostajny i przygnębiający, acz niewątpliwie warty fizjologicznego doświadczenia. Raczej ciężka i dla większości słuchaczy niestrawna muzyka będąca idealnym soundtrackiem do wojny, rzezi, żałoby i niewyjaśnionych historii kryminalnych (np. Hinterkaifeck - pisałem o tej tajemniczej masowej zbrodni jakoś krótko po powołaniu tego bloga do życia). Gazawat idzie jak burza z wydawnictwami, których możecie posłuchać poniżej:

https://gazawat.bandcamp.com/

Trochę szkoda że jako dodatkowy support nie wystąpił black metalowy Grift ze Szwecji, bo to niesamowity projekt. Tak czy owak koncert Duńczyków z Of the Wand & the Moon rozpoczął się jakoś po 21.05 i trwał około 80 minut. Melancholia to w przypadku muzyki zespołu Kima Larsena (ex-Saturnus) słowo-klucz. Poruszająca melancholia, szarpiąca serca nostalgia, poczucie boleści i straty, ancestralny niemiecki poganizm. Z tego wszystkiego utkane są hipnotyzujące dźwięki Duńczyków. Od czasu koncertu Rome na Castle Party 2017 dawno nie byłem tak urzeczony koncertem neofolkowym. Of the Wand & the Moon to muzyka-zaklęcie, idealna do zamknięcia oczu i introspekcji. Set-lista następująca: "Immer Vorwärts", "Caught in Winter Weave", "Lost in Emptiness", "Time Time Time", "A Song for Deaf Ears In Empty Cathedrals", "I Crave for You", "We Are Dust", "I Called Your Name", "Sunspot", "A Tomb of Seasoned Dye" oraz zagrane na bis "My Devotion Will Never Fade" i "The Lone Descent".

Na krótko przed koncertem pozwoliłem sobie na mały urbex i spenetrowałem opuszczony budynek na Głogowskiej. Nie wiem co się w nim wcześniej mieściło, ale jest ciekawy architektonicznie. Zrobiłem to bez latarki, na spontanie, dla adrenaliny. Jedno z najbardziej zdewastowanych i przegniłych miejsc, w których miałem okazję być. Najczystsza estetyka rozkładu. Obok opuszczony sex shop, do którego brak wstępu.