wtorek, 18 lipca 2017

Urbex w Bolkowie: Opuszczony hotel Bolków



















W niedzielę rano tuż przed wyjazdem z uroczego Bolkowa postanowiłem udać się do opuszczonego hotelu Bolków znajdującego się przy ulicy Henryka Sienkiewicza. Rok temu eksplorowałem starą garbarnię i młyn (obiekt stoi i nadal niszczeje - znowu tam wpadłem, ale tylko na 5 minut). Hotel składa się z parteru i trzech pięter oraz tylnej części koło parkingu. W jednym z pomieszczeń znalazłem sporo dokumentacji świadczącej o opuszczeniu tego miejsca ok. roku 2011. Niestety hotel w środku jest zrujnowany, zdemolowany i rozkradziony - dopadł go niewątpliwie wirus przemijalności i zapomnienia. Eksploracja obiektu trwała ponad pół godziny - zrobiłem sporo zdjęć i niektóre z nich zamierzam tutaj zaprezentować. Co ciekawe, obiekt ten jest (z niewyjaśnionych powodów) systematycznie usuwany z forgotten.pl. Dodam jeszcze że w środku na nikogo nie natrafiłem, chociaż ślady bytności lokalnych pijaczków i bezdomnych były widoczne. Lubię eksplorować takie miejsca samotnie. Jest adrenalina.

niedziela, 16 lipca 2017

Castle Party 2017 (fotorelacja)



















Konkretnie jeden dzień - 15 lipca 2017 roku. Niestety nie miałem możliwości uczestniczyć w całości festiwalu. Nadto subiektywnie wybieram dni z koncertami tych wykonawców, którzy mi najbardziej odpowiadają. Najbardziej ciągnie mnie do szeroko pojętego metalu (black metal, doom metal, death metal), ale także do dark ambientu, neofolka czy mrocznej transowej elektroniki. Niemal niepisaną tradycją w moim przypadku stało się uczestnictwo w bardziej kameralnych koncertach w Kościele Ewaneglickim, gdyż wydają mi się częstokroć ciekawsze niż te Zamku. Ale tak naprawdę sobota 15 lipca 2017 roku przyciągnęła mnie przede wszystkim możliwością ponownego zobaczenia po 4 latach My Dying Bride - niezmiernie zasłużonej dla doom metalu formacji doom death/gothic doom metalowej, która od czasu powstania w 1990 roku konsekwentnie nagrywa przesycony smutkiem i bólem doom. To nie Anathema, której obecne prog rockowe płyty stały się nieznośnie optymistyczne i przyjemne dla ucha, ani Paradise Lost, który po latach parania się gotyckim rockiem próbuje powrócić ostatnio (z całkiem przyzwoitym skutkiem) do doom deathowych korzeni. Nadto przyciąga mnie specyficzna aura Castle Party przejawiająca się w naznaczonej czernią wolności ubioru. Jestem w stanie docenić pomysłowość oraz ogrom pracy wkładany przez festiwalowych uczestników (bądź uczestniczki) w stworzenie oryginalnych i wymyślnych kreacji. Na Castle Party króluje różnorodność gustów muzycznych i ubiorów. Lubię zajrzeć na ten festiwal choć na jeden dzień, obserwować, robić zdjęcia, chłonąć muzykę, pobawić się przez chwilę na imprezach pokoncertowych, itd. I będę się starał odwiedzać CP co roku.

W Bolkowie pojawiłem się około godziny 14.30. Zanim zakupiłem jednodniowy karnet i dotarłem na pole namiotowe, na którym miałem zagwarantowany nocleg pod namiotem było już po 15. Na występ dark ambientowego Schloss Tegal dotarłem z wielkim opóźnieniem, więc nie ma sensu się odnośnie niego wypowiadać, skoro widziałem jedynie końcówkę. Publiczność zgęstniała na Them Pulp Criminals - projekcie Tymka Jędrzejczyka (którego metalowcy kojarzą z Ragehammer i Exmortum) i Igora Herzyka - to sympatyczne, przesycone alkoholem, przemocą i diabolicznością rockabilly - trochę w stylu The Coffinshakers. Chwytliwa i przebojowa muzyka z energicznym, pełnym charyzmy frontmanem. Jeśli skusiliście się na zakup i przesłuchanie Me and That Man Nergala i Johna Portera warto zapoznać się także z Them Pulp Criminals. Rapoon - ambientowo-elektroniczny projekt Robina Storeya, eks-członka Zoviet France troszkę mnie znużył, więc wyszedłem na zewnątrz Kościoła na papierosa. W bogatej dyskografii Rapoon jest m.in. wydany przez Relapse "The Fires of the Borderlands" (1998). Natomiast występujący po Rapoon neofolkowy skrzypek i wokalista Matt Howden urzekł. Przyznam się że znałem raptem kilka kawałków Sieben z Youtube, a tutaj taka koncertowa niespodzianka. Niezwykły koncert, zagrany z wielkim entuzjazmem i pasją przez niewątpliwie wspaniałą osobowość sceniczną. Howden zaprezentował m.in. numery z ostatniego albumu "The Old Magic" (2016), który niezwłocznie nabyłem. I zastanawiałem się czy rewelacyjny występ Matta Howdena przyćmi Jerome Reuter - czyli Rome z Luksemburga, jeden z najbardziej rozpoznawalnych obecnie aktów neofolkowych. Czy zatem przyćmił? Zapewne nie, ale koncert Rome był równie doskonały. Melancholijny, szczery, pełen nostalgii, hipnotyzujący. Do Jerome'a stopniowo dołączali kolejni muzycy, a jego ciepły i smutny głos np. w "The Torture Detachment" przeszywał tłumnie zgromadzonych w Kościele. Po koncercie dowiedziałem się że w marcu 2018 roku jest zaplanowana mini-trasa po Polsce promująca najnowszy album artysty obejmująca bodaj Poznań, Warszawę i Kraków. Obecność obowiązkowa. Przy okazji pozdrawiam nieznajomą, która zrobiła mi pamiątkowe zdjęcie z Jeromem.

Zamkowy gig NeuOberschlesien przemilczę, bo to kompletnie nie moja bajka. Inna sprawa że widziałem ich 4-5 ostatnich kawałków. Czekałem na koncert Brytyjczyków z My Dying Bride, których ostatnio widziałem na Seven Festival w Węgorzewie gdy zaprezentowali się przed melodyjnym death metalowym Dark Tranquility. Padało wtedy solidnie, co jednak nie przeszkodziło mi w kontemplacji doom metalu MDB. I tutaj pewna dygresja: lubię doom death czy funeral doom, gdyż ten sub-gatunek metalu (jak żaden inny - może poza [wybiórczo] depresyjnym black metalem czy niektórymi kapelami sludge doom metalowymi) przesycony jest melancholią, depresją i śmiercią. Zespoły takie jak My Dying Bride, Esoteric, Winter, Thergothon czy Novembers Doom albo się lubi albo nie. Z punktu widzenia fana doom metalu (w zasadzie najrzadziej sięgającego po stoner doom) doom death i funeral doom to nisza w obrębie muzyki metalowej - sub-gatunki najmniej popularne i raczej ignorowane. Ok, mamy My Dying Bride, zespół znany wszem i wobec jako jeden z pionierów doom death metalu w UK, ale kto kojarzy takie zespoły jak np. Tyranny, Mournful Congregation czy Worship? Jedynie najbardziej zatwardziali i zindywidualizowani fani doom metalu. Dla mnie doom death czy funeral doom to muzyka autentyczna - łącząca się z moimi myślami, odczuciami, emocjami. Gniew i rozpacz, tęsknota i śmierć. To wszystko odnajdziecie w posępnym doom metalu. I taki był wczorajszy koncert My Dying Bride - poruszający, przenikliwy, introspektywny i urzekająco piękny. Brytyjczycy zagrali przekrojowy set na który składały się następujące kawałki: "From Darkest Skies", "The Songless Bird", "Snow in My Hands", "Perpetual Funeral", "Turn Loose the Swans", "Feel the Misery", "Sear Me", "She Is the Dark", "Shameful Heaven", "The Cry of Mankind" i "Shiver in Empty Halls" (dwa ostatnie numery). Wokalista MDB Aaron Stainthorpe oprócz charakterystycznego czystego śpiewu dysponuje demonicznym growlem, wplecione w doom metal zespołu partie skrzypiec potrafią wzruszyć, jest w muzyce My Dying Bride rozpacz, ciemność i samobójczy romantyzm. Nawet po latach ta kapela wciąż wzbudza we mnie emocje i porusza me struny.

Summa summarum, kolejny pamiętny dzień festiwalowy za mną. Szkoda że ominął mnie koncert Tiamat, ale z powodu pracy trzeba było wracać do Poznania. Castle Party jawi mi się wręcz jako oaza normalności w coraz bardziej nieznośnej politycznie Polsce, w której zaczyna dominować religijne szaleństwo i skakanie sobie do gardeł. A muzyka to podstawa choć chwilowej ucieczki od rzeczywistości.

Na Castle Party 2018 podobno ma wystąpić The Eden House - i już warto pojechać za rok! Z dark ambientu w Kościele proponowałbym występ Northaunt, a z ambient black metalu Szwajcarów z Darkspace - byłby to ich pierwszy koncert w Polsce! Z black metalu poprosiłbym niezwykle klimatyczny The Ruins of Beverast.

Obiecane krótkie nagrania:

Sieben: https://www.youtube.com/watch?v=gCaOaMzalCs&feature=youtu.be
MDB: https://www.youtube.com/watch?v=ZjfHI31DAjs&feature=youtu.be

wtorek, 11 lipca 2017

Noah Strycker "Rzecz o ptakach" - recenzja

I kolejna rewelacyjna książka popularnonaukowa, która zasila moją biblioteczkę. Autorem "Rzeczy o ptakach" jest ornitolog (inaczej ptasiarz) Noah Strycker, który w 2015 roku (od 1 stycznia do 31 grudnia feralnego roku) pobił rekord Guinnessa obserwując 6042 gatunków ptaków na siedmiu kontynentach i w 42 krajach z szacowanej liczby około 10 400 gatunków. Zaczął od warcabnika zaobserwowanego w pobliżu antarktycznej wyspy Spert, a zakończył na parze płaskonosów (Assam, Indie). "Rzecz o ptakach" napisał w 2014 roku jeszcze przed pobiciem rekordu Guinnessa w obserwacji gatunkowej ptaków. W książce Stryckera odnajdziemy szereg opisów zachowań różnorodnych gatunków ptaków i ich powiązania z zachowaniami ludzi. Niesamowite zdolności nawigacyjne gołębi pocztowych i rudzików czy zdolność tych pierwszych do słyszenia infradźwięków. Wirujące stada tysięcy szpaków (algorytm stada) analizowane z punktu widzenia fizyki i matematyki (warto obejrzeć na Youtube film "Murmuration"). Badania nad zmysłem węchu u padlinożerców (konkretnie u sępników różowogłowych). Cykliczne inwazje sów śnieżnych w Ameryce Północnej i ich sugerowane przyczyny. Rywalizacja kolibrów, ich masy ciała i szaleńcze tempo życia tych maluteńkich ptaków. Odczuwanie strachu przed drapieżnikami (lamparty morskie) przez antarktyczne pingwiny. Taneczne zachowania papug i gorzyków (niejedna papuga stała się dzięki umiejętnościom tanecznym gwiazdą Youtube'a). Hierarchia porządku dziobania (dominacji) u kur - warto wiedzieć że kolor czerwony wywołuje u nich przemoc. Magazynowanie pokarmu i niezwykle trafne odnajdywanie spiżarni przez orzechówki popielate. Przejście przez trzy sroki testu lustra mające być dowodem samoświadomości tych inteligentnych ptaków, które rozpoznają ludzkie twarze i mają swoiste 'rytuały' pogrzebowe (zachowania przypominające żałobę obecnie chociażby także u słoni). Są również niezwykle przebiegłe - potrafią zwabić kota na ulicę, aby unieszkodliwił go samochód. Samce altanników budujące wymyślne altany (ptasie dzieła sztuki) w celu przywabienia samicy i prokreacji - ich przebłyski pomysłowości, kreatywności. Altruizm u chwostków koroniastych (tzw. gniazdowanie kooperatywne, dobrowolne zajmowanie się młodymi innych). Wreszcie długotrwała monogamiczna miłość absolutna u albatrosów.

Wciągająca książka o zachowaniach ptaków, pełna anegdot z życia ornitologa. Strycker usiłuje w "Rzeczy o ptakach" odpowiedzieć na pytanie czy ptasie zachowania mogą nam powiedzieć o nas samych? Otóż mogą, choć wnioskami badacza czy niektórymi frapującymi badaniami prowadzonymi na ptakach byłem niejednokrotnie zaskoczony.

Krótka recenzja, gdyż ostatnio brakuje mi czasu na dłuższe teksty. Polecam "Rzecz o ptakach" bardzo gorąco.

poniedziałek, 3 lipca 2017

David Haskell "Ukryte życie lasu" - recenzja

"Ukryte życie lasu" Davida Haskella to jedna z najpiękniejszych książek o przyrodzie jaką kiedykolwiek przeczytałem. Haskell jest biologiem z University of the South, który oprócz prac naukowych pisze także wiersze, eseje oraz artykuły. Jego debiutancka książka "The Forest Unseen" (2012) (w Polsce ukazała się nakładem wydawnictwa Feeria pod tytułem "Ukryte życie lasu") została w 2013 roku nominowana do nagrody Pulitzera. Idea przewodnia "Ukrytego życia lasu" jest banalna, acz porywająca: Haskell niczym XIX-wieczny outsider-naturalista (np. Thoreau) spędza rok na małym górzystym wycinku (mandali) starego lasu w południowo-wschodniej części stanu Tennessee, USA, uważnie przypatrując się jego zdumiewającej florze i faunie oraz analizując złożone procesy biologiczne zachodzące na tym skrawku wraz z nadejściem czterech pór roku. Nauczający studentów biologii na uniwersytecie Haskell pragnie oderwać się od murów uczelni i odnowić kontakt z przyrodą. Jego cele to weryfikacja hipotez czy seria pomiarów. Warto w tym miejscu przytoczyć słowa Haskella: "W lesie poczułem wielką pokorę. Nagle konfrontujesz się ze swoją ignorancją. Miałem za sobą dekady badań naukowych i nauczania studentów biologii, opublikowałem mnóstwo artykułów. A jednak siedząc w tym lesie, zdałem sobie sprawę, jak mało wiem." Rankiem 1 stycznia Haskell rozpoczął obserwacje w wybranej przez siebie mandali, po czym co kilka/kilkanaście dni powracał do niej, by podglądać przyrodę. Nie zabijał ani nie przemieszczał żadnych organizmów, starał się ograniczyć swoją ingerencję w glebę do minimum. Do obserwacji używał jedynie lupy i lornetki.

Flora i fauna lasu (np. mchy, porosty, ryjówki, salamandry, grzyby, mrówki, kleszcze, itd.) co chwila Haskella zaskakiwała, w zdumienie wprawiały go zaobserwowane ekologiczne interakcje (pokryte różowym pyłkiem kwiatowym pszczoły, mrówki ciągnące dżdżownice do kopca, etc.) Wnikliwa obserwacja leśnej mandali skłaniała naukowca do dalszego poszerzania wiedzy w bibliotece. Rodziły się ważkie pytania o związki między światem roślinnym a zwierzęcym oraz o powiązania flory i fauny z geologią i klimatem. Trochę uwagi Haskell poświęca promieniowocom - bakteriom glebowym, które dały nam kilka antybiotyków, w tym streptomycynę, terramycynę czy tetracyklinę. Inne przykłady to bylina stopkowiec tarczowaty, z której korzeni i kłącza pozyskiwane są glikozydy i lignany wykazujące działania przeciwnowotworowe czy dziki pochrzyn - jego korzenie zawierają diosegninę, której przekształcenie w laboratorium do progesteronu zaowocowało pierwszymi doustnymi środkami antykoncepcyjnymi. Las to istna skarbnica dla nowożytnej medycyny. To także komunikujące się ze sobą za pomocą związków chemicznych rośliny (np. ostrzegające się wzajemnie o zagrożeniu), podziemne sieci grzybów czy mikoryza (partnerstwo korzeni roślin i grzybów). Ukryte życie lasu ukazane w poetyckim splendorze, chwilami magiczne, chwilami bezwzględne i przerażające.

Głęboko refleksyjna książka ujmująca Czytelnika różnorodnością przyrodniczych tematów i wnikliwością obserwacji. Idealna dla ludzi kochających leśne wędrówki.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Urbex: Opuszczony ośrodek wczasowy Błażejewko



















Korzystając z dnia wolnego od pracy wybrałem się wczoraj wraz z kumplem do Błażejewka blisko Kórnika, gdzie znajduje się opuszczony ośrodek wczasowy nad jeziorem Bnińskim. Upalna pogoda sprzyjała nie tylko miejskiej eksploracji, ale też aktywnej jeździe rowerowej i wypoczynkowi rodzinnemu nad wspomnianym powyżej jeziorem. Co ciekawe na terenie umarłego ośrodka można spotkać całe rodziny, które tam spacerują. W planach mieliśmy eksplorację najlepiej zachowanych obiektów na terenie ośrodka, w tym restauracji i baru, dwóch hoteli (zwłaszcza nich!) oraz stołówki, ale te plany pokrzyżował nam gorliwy cieć, który nie umożliwił nam dostępu do tych miejsc. Zdarza się i tak. No bo ludzie kradną, dewastują, a on nie chce mieć problemów, etc. Z drugiej strony może to i lepiej że oba hotele są jeszcze zamknięte - przynajmniej na razie nie podzielą losu dewastowanych od kilku miesięcy Okrąglaków (piorunującego ośrodka wczasowego w mazowieckim, który niestety od momentu zrobienia się 'sławnym' został błyskawicznie zniszczony przez lokalsów, złodziei, wandali i niestety niektórych 'eksploratorów'). Tak czy owak weszliśmy wszędzie tam gdzie się dało wejść, odwiedziliśmy też kotłownię w Błażejewku (wszystkie wejścia do niej niedawno zamurowane) oraz opuszczone gospodarstwo wraz z oborą blisko ośrodka.

http://superturystyka.net/nocleg-13156-kornik-osrodek-szkoleniowo---wypoczynkowy-blazejewko

"Ośrodek Szkoleniowo - Wypoczynkowy Błażejewko" Sp. z o.o. istnieje na rynku branży turystycznej już prawie 40 lat, ciesząc się dobrą opinią świadczonych usług (hotelarstwo, gastronomia) jak i samego obiektu.

Ośrodek położony jest na terenie ciągu jezior zaniemysko - kórnickich nad brzegiem Jeziora Bnińskiego (największego w okolicy - 6,5 km długości) ok. 30 km od centrum Poznania. Zajmuje powierzchnię ok. 50 ha z zagospodarowaną zielenią, lasem i alejkami spacerowymi. Rozległe tereny spacerowe i leśne pozwalają na znalezienie zacisznych miejsc do odpoczynku.

Prowadzimy swą działalność przez cały rok dysponując 400 miejscami noclegowymi.

Ośrodek dysponuje następującymi miejscami noclegowymi: Hotel „Merkury” (44 miejsca w pokojach 1 i 2 osobowych oraz apartamentach, Wszystkie pokoje z WC, TV); Hotel „Perkoz” (136 miejsc, w tym 60 miejsc w pokojach 2 osobowych z łazienkami).

W hotelach znajdują się także 4 sale wykładowe: 3 mieszczą się w hotelu „Perkoz” (na 130 osób każda), 1 w hotelu „Merkury” (na 40 osób).


Serdecznie Zapraszamy!"

Teraz od bodaj 2013 roku ośrodkiem zawładnął postępujący rozkład. Szkoda że nie udało nam się zwiedzić od wewnątrz obu dobrze zachowanych hoteli, ale może innym razem.