Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 stycznia 2022

Impakt komety zwanej Omikronem

                   
W zasadzie miałem już nie pisać o pandemii koronawirusa Sars-Cov-2 (wariantu Omikron wypierającego wariant Delta) w kontekście ojczystego kraju, ale dzisiaj mamy 57 659 zakażeń i 262 zgony. Od trzech dni bijemy rekordy. Te liczby i tak są zapewne grubo niedoszacowane, gdyż niektórzy ludzie nie zgłaszają zakażeń ani kontaktów, aby tylko nie trafić na kwarantannę. No bo po co się izolować? Lepiej dalej zakażać i narazić innych na ewentualny zgon, tudzież mniej lub bardziej trwały uszczerbek na zdrowiu.

Akurat przyszło mi żyć w dobie globalnej pandemii Covid19 (2019-2022) i w czasach antropogenicznych zmian klimatycznych, zatem już dawno straciłem złudzenia. Obserwuję totalne fiasko walki PiSu z koronawirusem skutkujące największym masowym wymieraniem Polaków od czasu II WS (zmarło ponad 100 000 rodaków, często na własne życzenie), pozorowane działania w buńczucznej oprawie propagandy sukcesu rodem z Korei Północnej, brak zdecydowanej woli walki z siejącymi dezinformację ruchami antyszczepionkowymi próbującymi usilnie podważać skuteczność/sensowność szczepień (znacznie obniżone ryzyko ciężkiego przebiegu Covid i hospitalizacji dzięki szczepionce to dla mnie kluczowy argument za przyjęciem szczepionki, także tej aktualizowanej; ryzyko hospitalizacji jest znacznie większe, gdy dany pacjent jest niezaszczepiony), ponieważ to część elektoratu PiSu i Konfederacji (a twardy elektorat trzeba głaskać i dbać o jego poparcie, liczy się tylko utrzymanie u władzy, dalsze bogacenie się i zabezpieczanie majątków, raz obranej linii narracji nie wolno zmieniać, no bo wiecie, utrata reputacji, wiarygodności, etc.). Polityka w rękach odklejonych od rzeczywistości i nauki prawicowych populistów zaczyna mnie irytować, ich hipokryzja (otwarcie negujemy szczepienia, ale się po kryjomu zaszczepimy np. trzech członków Konfy czy niejaka małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, która powinna nadrobić braki w edukacji o szczepieniach), bezustanne kłamstwa, inercja, indolencja, pudrowanie rzeczywistości, inwigilacja, afery i finansowe przekręty na wielką skalę, walka o zdyskredytowanie nauki. Mam coraz większe wrażenie, że żyję w bandyckim, quasi-autorytarnym, pseudo-nacjonalistycznym i nie liczącym się na arenie międzynarodowej kraju, który usilnie stara się być europejskim bastionem (przedmurzem) chrześcijaństwa, konserwatywnej tradycji i mentalnej zaściankowości. I w efekcie laicyzuje się coraz szybciej bez względu na utopijne wysiłki ministra Czarnka i rozwodowych hipokrytów z Ordo Iuris. Z drugiej strony jako dawnemu metalowcowi nigdy nie było mi z jakąkolwiek zorganizowaną religią po drodze. I raczej już nie będzie.

Takie zagrożenia egzystencjalne jak pandemia patogenu dobitnie obrazują, że nawet w XXI wieku ludzie nie ufają nauce, nie słuchają ekspertów, gdyż sami wiedzą najlepiej. Polskie społeczeństwo w niedojrzałej większości odrzuciło zarówno darmowe szczepienia (booster przyjęło do tej pory chyba tylko 25 procent Polaków), jak i DDM. Efekt tego będzie widoczny w najbliższych dniach, tygodniach. Już mamy w UK czy w Danii nową hiperzakaźną mutację (sub-wariant) Omikrona zwaną BA.2, a funkcja ochronna używanych szczepionek zacznie spadać, zatem boostery muszą zaliczyć jak najszybszy update. Wirus Sars-Cov-2 pięknie i wzorcowo mutuje, bo chce 'żyć' i się namnażać. Biologiczny android zdolny do replikacji i adaptacji. Szkoda przepracowanych medyków użerających się z antyszczepionkowcami, którzy ich nienawidzą, zmarłych na Covid, którzy nie zdążyli się zaszczepić/doszczepić tj. Piotr Kuldanek, pacjentów onkologicznych i innych podatnych na ciężki przebieg tej podstępnej wielonarządowej choroby oraz dzieci (rosną liczby pediatrycznych hospitalizacji w UK, Danii, USA, Francji, Hiszpanii, tej rzeczywistości nie da się zakłamać), które często za wolnościową głupotę i bunt rodziców zapłacą zdrowiem.

Jako gatunek nie zdaliśmy kolektywnie egzaminu. I raczej nie zdamy go także w trakcie zmian klimatycznych, kolejnej pandemii wirulentnego patogenu czy w razie uderzenia asteroidy i erupcji superwulkanu. 

Zdj. komety 67P Czuriumow/Gierasimienko ESA, misja Rosetta. Cudowność.

Do posłuchania instrumentalny Ulver w oprawie soundtrackowo-horrorowej.

https://ulver.bandcamp.com/album/scary-muzak

I trzeci singiel fińskich funeral doomowców od Shape of Despair okraszony surowymi i pustymi krajobrazami Islandii i Norwegii.

https://www.youtube.com/watch?v=jZtEl7aqIsI 

EDIT: Nowy sub-wariant Omikron BA.2 może być nawet 1.5 raza bardziej zakaźny od pierwotnego wariantu BA.1. (pierwsze dane z Danii, w której zaczyna dominować wypierając BA.1). Zapowiada się zatem kolejna fala reinfekcji. I naturalnie rośnie obawa, że wskutek nawału pacjentów covidowych może zabraknąć łóżek i obsługi medycznej dla pacjentów z innymi schorzeniami np. po wypadku czy zawałowców. Nie pozostaje nic innego jak czekać i obserwować jak będzie wyglądała pandemia w lutym w Polsce. Czas pokaże czy sprawdzą się najczarniejsze scenariusze kolapsu systemu opieki zdrowotnej. Póki co zarządzanie pandemią przez PiS leży i kwiczy (typowa strategia na zasadzie "jakoś to będzie", na przeczekanie i zajęcie ludzi różnymi ustawkami i teatralnymi posunięciami), a pogrążeni w inercji politycy za swoje celowe niepowodzenia usilnie próbują zgonić winę na społeczeństwo: pracodawców, pracowników (bubel prawny zwany nową ustawą covidową, na szczęście odrzucony), lekarzy, nauczycieli, naukowców, opozycję, etc. Brak stanowczego zarządzania pandemią Covid w Polsce skrytykowano nawet w cenionym czasopiśmie medycznym The Lancet:

https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(22)00159-3/fulltext

EDIT: W USA wariant BA.2 powoli zaczyna dominować. Tak samo zapewne będzie w całej Europie, w tym i w Polsce.

poniedziałek, 27 grudnia 2021

Komentarz odnośnie pandemii wariantu koronawirusa Omikron

Rzadko piszę tutaj o pandemii koronawirusa Sars-Cov-2, która stopniowo rozlała się na cały świat, jednak znowu zrobię wyjątek. Obecnie indyjski wariant Delta, który wysłał do grobu tysiące Polaków jest błyskawicznie wypierany przez nowy wariant Omikron, który został wykryty w listopadzie w RPA. Omikron posiada 60 mutacji w stosunku do oryginalnego wariantu koronawirusa SARS-CoV-2 z Wuhan, w tym aż 32 mutacje (losowe zmiany w kodzie genetycznym patogenu) dotyczące tzw. białek kolców (spike). Przede wszystkim wariant ten odznacza się ogromną zakaźnością, co oznacza, że łatwiej i częściej można się nim od nosiciela zarazić - także będąc ozdrowieńcem. Wzrost wykładniczy (eksponencjalny) zakażeń Omikronem m.in. w Anglii, niektórych stanach USA np. Floryda, Holandii czy Niemczech jest imponujący. Mówi się o prawdziwym 'tsunami' zakażeń, szybko rozprzestrzeniającym się pożarze infekcji. Niepokoją też informacje o wzroście hospitalizacji zakażonych Omikronem dzieci np. w Anglii czy Nowym Jorku. Potencjalnie groźna choroba dziecka to koszmar każdego rozsądnego rodzica. 

Osobiście nie uważam, aby Omikron był łagodny, a jeśli nawet jest łagodniejszy (mniejsza wirulencja, zjadliwość, a co za tym idzie mniejsze ryzyko hospitalizacji) od Delty to i tak z łatwością zablokuje szpitale ze względu na ogromną zakaźność, ucieczkę odporności uzyskanej po przechorowaniu poprzednich wariantów (Omikron łatwiej omija ochronę immunologiczną (szczepionki, przebyte zakażenie)) oraz potencjał do reinfekcji czy też podwójnych infekcji Deltą i Omikronem (pierwsze przypadki zarejestrowane w Hiszpanii). Trzeba także wziąć pod uwagę paskudne i długotrwałe (chroniczne) powikłania po bezobjawowym czy skąpoobjawowym przechorowaniu infekcji tzw. Long Covid np. częste efekty neurologiczne Covid19 (apoptoza neuronów, efekty widoczne na obrazowaniu magnetycznym), które mogą dotknąć zarówno dzieci, jak i osoby dorosłe. A to mnie jako osobę aktywną umysłowo niepokoi.

https://www.news-medical.net/amp/news/20201015/SARS-CoV-2-can-infect-brain-cells-and-damage-neurons.aspx

Poniższy model IHME (Institute for Health Metrics and Evaluation) z 22 grudnia przewiduje 3 miliardy zakażeń Omikronem w skali globalnej przez najbliższe trzy miesiące. Dominacja Omikronu w Europie  ma nastąpić do lutego 2022. Czy będzie aż tak źle? Czy czeka nas pandemia na sterydach? Gigantyczne wzrosty infekcji w prawie każdym kraju? Wiele na to wskazuje. Osobiście zaszczepiłem się trzykrotnie, by uniknąć ciężkiego przebiegu Covid i ewentualnej hospitalizacji, staram się także stosować DDM, unikać większych zgromadzeń i regularnie wietrzyć pomieszczenia. Jak zajdzie taka potrzeba to przyjmę czwartą dawkę. Tyle mogę zrobić dla dobrostanu swojego, moich rodziców, siostry i przyjaciół. Dla mnie (i dla milionów innych osób) oczywiste jest, że szczepienia działają, choć nieśmiertelności i uniknięcia zakażenia Omikronem nie gwarantują. Mają łagodzić przebieg choroby w razie infekcji i tyle. Czego mam się bać, jeśli chodzi o szczepienie? Krótkiego bólu ramienia i lekkiego osłabienia po iniekcji? Wolę lekarstwo niż rosyjską ruletkę w postaci podstępnej choroby.

https://covid19.healthdata.org/global?view=resource-use&tab=trend&resource=all_resources 

Pandemia Covid19 unaoczniła mi absolutną inercję niektórych polityków i decydentów w obliczu zagrożenia egzystencjalnego jakim jest pandemia (obecne działania pozorowane polskiego rządu na zasadzie przeczekania kryzysu zakrawają o kpinę) oraz wszechobecną wiarę wielu ludzi w antynaukowe bzdury, przekłamania i teorie spiskowe. Skoro nienależycie radzimy sobie z koronawirusem, to jak poradzimy sobie np. ze zmianami klimatycznymi czy hipotetyczną erupcją superwulkanu? Ano właśnie jak?

EDIT: 29 grudnia we Francji zarejestrowano ponad 208 000 zakażeń koronawirusem, głównie wariant Omikron, który zaczyna wypierać Deltę. Przy takim szaleńczym tempie rozprzestrzeniania się Omikronu między ludźmi jestem przekonany, że paraliż szpitali będzie praktycznie wszędzie nieuchronny - nawet w przypadku gdy ten wariant jest rzeczywiście 'łagodniejszy' (powikłania też powoduje łagodniejsze?) Czemu o tym wspominam? Gdyż matematyka wzrostu wykładniczego powinna być nauczana w szkołach, a nie rozumieją jej niektórzy politycy, decydenci, populiści i antyszczepionkowcy tworzący kult śmierci, a nie wolności. Nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć, bo liczą na zysk i pieniądze.

Ciągle mam wrażenie, że w Polsce dysponowaliśmy narzędziami, by zredukować obecny i przyszły impakt panoszących się Delty i Omikrona (wypłaszczyć tą nadchodzącą monstrualną falę zakażeń), ale ich nie wykorzystaliśmy. PiS w obawie przed denialistami szczepień i w 'trosce' o antyszczepionkowy elektorat pozwolił na śmierć tysięcy ludzi, którzy często umierali na własne życzenie rezygnując z ochronnej funkcji darmowego szczepienia albo umarli wskutek przeciążenia szpitali pacjentami covidowymi (opóźniona chemioterapia dla pacjentów onkologicznych, przełożone zabiegi chirurgiczne, etc.) W przypadku pandemii jeszcze gorszego patogenu czy jakiegoś innego mniej lub bardziej prawdopodobnego zagrożenia egzystencjalnego znowu nastąpi erupcja denializmu, zaprzeczania i wypierania rzeczywistości. 

Więcej transmisji koronawirusa = więcej przyszłych wariantów i dłuższa pandemia. Nie ma trwałej odporności stadnej w przypadku Sars-Cov-2, który lubi mutować, podlegać metamorfozom. Czas pokaże czy Omikron stanie się ostatnim 'variant of concern', wirusem globalnie endemicznym. A może doczekamy się w najbliższych miesiącach kolejnego niepokojącego wariantu czy hybrydy? Dlaczego? Ponieważ Omikron jest w stanie gwałtownie mutować, ewoluować. A jego zakaźność jest imponująca.

Losowość życia. Niepewność wiedzy. Małość człowieka w kontekście ogromu rozszerzającego się Wszechświata.

Zdj. - Wariant Omikron pod mikroskopem elektronowym. Plus jako pomnik ludzkiej i trwającej od dekad ignorancji bagatelizowanie polio w 1948 roku.

poniedziałek, 25 października 2021

Variola Vera (1982) - recenzja

                                                 

Jugosłowiański dramat medyczny z elementami horroru. Film raczej zapomniany, ale całkiem dobry i realistyczny. Ostatnia znacząca epidemia ospy prawdziwej (patogen Variola vera) miała miejsce w 1972 roku w Belgradzie (dawna Jugosławia, obecnie Serbia). Pacjentem zero okazał się pielgrzym z Albanii, Ibrahim Hoti, który przywlókł zarazę z Dalekiego Wschodu (konkretnie z Iraku). Natomiast w szpitalu  centralnym w Belgradzie pielęgniarki, lekarzy i innych pacjentów zarażał 31-letni nauczyciel Latif Mumdžić, który zmarł wskutek krwotoku wewnętrznego. W wyniku epidemii w Belgradzie i prowincji Kosowo zmarło jedynie 35 osób - głównie dzięki zdecydowanej reakcji jugosłowiańskiego rządu. Kwarantanna szpitala przy użyciu wojska, kordony sanitarne wiosek i dzielnic, blokady dróg, zakaz zgromadzeń, zamknięcie granic na okres 2 miesięcy, skuteczna wakcynacja praktycznie całej ówczesnej populacji Jugosławii (18 milionów ludzi).

Ten porządnie zagrany i chwilami trzymający w napięciu film warto obejrzeć w czasie pandemii koronawirusa Sars-Cov-2 wywołującego chorobę Covid19. Mamy tutaj do czynienia z paniką i niedowierzaniem pacjentów, lekarzy i pielęgniarek zamkniętych w szpitalu objętym kwarantanną. Tak jak jednak wspomniałem epidemia groźnego zarazka została w komunistycznym Belgradzie szybko zdławiona. A koronawirus nadal zaraża tysiące ludzi na świecie, gdyż niektórzy nie chcą się szczepić z różnych, najczęściej wydumanych powodów. Oprócz epidemii koronawirusa mamy także obecnie epidemię foliarstwa i teorii spiskowych. Czwartą falę pandemii podsyca z jednej strony tolerowanie przez rząd PiSu szkodliwych ruchów antyszczepionkowych, z drugiej brak uprzywilejowania osób, które w trosce o dobro swoje i innych się zaszczepiły. A skuteczna szczepionka to element survivalu w czasie pandemii, co też udowodniły różnorodne historyczne epidemie. I nikt mnie nie przekona do zmiany zdania, mimo że jestem już tym przedłużającym się stanem pandemii zmęczony. Bycie czujnym i ostrożnym w ogólnym rozrachunku popłaca.

Rządzący odpowiadają teraz za każdą śmierć spowodowaną opóźnieniem operacji, zabiegu, spóźnienia karetki, braku miejsca w szpitalu, braku dostępu do OIOM. Tego wszystkiego można było uniknąć gdybyśmy zaszczepili  przynnajmniej 90% społeczeństwa. Wszystko jednak zostało puszczone na żywioł. Wskutek tysięcy zgonów na Covid zniknęło już miasto wielkości Jeleniej Góry. I zapewne dzięki inercji obecnej  władzy oraz ruchom antyszczepionkowym umrą jeszcze tysiące ludzi.

Duży plus za całkiem niezłe efekty specjalne, konsultację filmu z wirusologami i epidemiologami oraz za niepokojącą muzykę. Kolejny, już 'czysty' film grozy Gorana Markovica "Vec Vidjeno" z 1987 roku również jest wart obejrzenia.

środa, 12 sierpnia 2020

Cmentarz zakaźny w Warszawie (Praga) oraz dom Kereta

Jestem w trakcie czytania "Atlasu osobliwości" ("Atlas Obscura") - książki, która w przystępny sposób przedstawia rozmaite ekscentryczne miejsca rozsianie po wszystkich kontynentach i rozbudza w Czytelniku chęć eksplorowania tychże. Całkiem niedawno w trakcie rodzinnego pobytu w Warszawie postanowiłem odwiedzić dwa intrygujące miasta w Stolicy.

1) instalacja artystyczna Dom Kereta na rogu Chłodnej i Żelaznej uchodząca za jeden z najwęższych obiektów mieszkalnych na świecie. W najszerszym miejscu 122 cm, w najwęższym 70 cm. Od czasu do czasu mieszkają w niej artyści. Można umówić się na odpłatne zwiedzanie.

2) zrewitalizowany cmentarz zakaźny (ofiar przecinkowca cholery w latach 1872-73) na Pradze. Położony na peryferiach, blisko torów kolejowych. Zbiorowa mogiła 478 ofiar epidemii cholery z XIX wieku. Przez lata dewastowana, teraz odnowiona. Mimo wszystko nieco zapomniane miejsce, które w dobie pandemii chciałem odwiedzić. Bo te starsze epidemie uczą nas jak zachowywać się w obliczu obecnej. Pochowano tutaj także siedmiu żołnierzy pogan - odstępców od wiary chrześcijańskiej. Jeszcze niedawno miejsce wymagające niebezpiecznego przekraczania czynnych torów kolejowych, obecnie nie ma już takiej potrzeby. Data wizyty: 10 sierpnia 2020.

Na dniach wrzucę zdjęcia urbexowe i nie tylko z Wielkopolski.

czwartek, 30 lipca 2020

Kryzys psychiczny i poczucie osamotnienia w dobie pandemii



















Coraz częściej rozmyślam o pandemii koronawirusa Sars-Cov2 w aspekcie psychologicznym. Nie mam wykształcenia psychologicznego, ale w pełni zdaję sobie sprawę, że piętno pandemii i lockdownu odciśnie się na psychice tysięcy ludzi na ziemskim globie - także na mojej. Od kwietnia 2020 roku pozostaję bez pracy i nie wiem jaka będzie moja przyszłość i co się wydarzy. Staram się analizować różne scenariusze dotyczące nie tylko mojej przyszłości, ale także przyszłości innych bliskich mi osób, gdyż nie potrafię zamknąć się tylko i wyłącznie we własnym świecie, choć czasem mi się to udaje.

Pandemia koronawirusa Sars-Cov2, która trwa bez przerwy od grudnia 2019 roku do dnia dzisiejszego (w dniu dzisiejszym w Polsce mamy absolutny rekord 615 zakażeń w ciągu doby i 15 zgonów, dominują województwa śląskie, małopolskie i mazowieckie) na pewno będzie traumatyczna dla dziesiątek tysięcy ludzi na Ziemi, gdyż zagraża ona życiu i zdrowiu ludzi, ich bliskich, przyjaciół, dzieci. Przejawia się ona przede wszystkim w ciągłym stresie i poczuciu osamotnienia, niepewności.

Niepokoją mnie moje myśli samobójcze, choć nadal nad nimi panuję i nie są one intensywne. W sytuacjach kryzysowych staram się zachować zimną krew i internalizować głęboko skrywane pragnienia i lęki, ale czasem muszę je wyzwolić: wówczas jestem skłonny do popadania w chwilowe stany emocjonalnego wzburzenia. Stosowanie przemocy i agresji nigdy jednak nie leżało w mojej naturze. Autoagresji już bardziej. Psychologiczna reakcja stresowa nie może być trwała, gdyż prowadzi do nękających psychikę chorób i zaburzeń psychicznych. Działają u mnie muzyka, pasje, pisanie i sporadyczne kontakty międzyludzkie. One są moim azylem, przestrzenią, w której czuję się bezpiecznie.

Kontakty. Bardzo sporadyczne, ale o tym za chwilę.

Osamotnienie.

Brakuje mi powszechniejszych kontaktów międzyludzkich, podróży w ciekawe i ekstremalne miejsca, wypadów na koncerty, etc. Okazji do socjalizowania się, które są potrzebne także osobom introwertycznym. Niepokoi mnie świadomość, że mogę szybko nie znaleźć pracy, która będzie dla mnie czymś istotnym. Nie mam zbyt wielu znajomych, gdyż doszedłem (być może do błędnego wniosku), że na pewnym etapie życia ludzie z otoczenia stają się zbyt zabiegani i nie mają czasu dla innych. Bywam spragniony spotkań towarzyskich, ale jednocześnie jestem świadom, iż mogę się od kogoś zakazić i przekazać koronawirusa osobom starszym z mojej rodziny. A takiego poczucia winy nie chcę mieć na swoich barkach. Stąd ogromna niepewność związana z podróżowaniem, trudna i wyboista nauka odpowiedzialności za innych. I brzemię tęsknoty za kontaktami twarzą w twarz. Za możliwością szczerej rozmowy o moich marzeniach, obawach, wątpliwościach, za wymianą cennych poznawczo spostrzeżeń.

W tym sensie obawiam się zachorowania na Covid19. Bo nie chciałbym dopuścić do sytuacji, że ktoś przeze mnie umrze albo będzie miał długotrwałe powikłania na zdrowiu. Ktoś bliski czy nawet obcy. To takie proste, by nie rzec banalne. Chronić siebie i innych za cenę izolacji społecznej i chłodnego dystansu do drugiej jednostki.

Wiele osób uważa koronawirusa Sars-Cov2 za coś całkowicie niegroźnego, abstrakcyjnego. Buntują się przeciwko obostrzeniom, obowiązkowi zakrywania ust i nosa, wypierają istnienie choroby Covid19. No bo w końcu sami nie zachorowali bądź nie znają nikogo, kto zachorował. Wypierają problem, ale podejrzewam, że wynika to nie tyle z niewiedzy, co ze strachu i poczucia niepewności. Mechanizm wyparcia staje się dla nich strategią radzenia sobie z niepewną rzeczywistością. Dla mnie jednak wirus Sars-Cov2 jest realny i jest zagrożeniem. Izolacja mnie stresuje, mimo że jestem osobowością introwertyczną, raczej wycofaną. Nie czuję się bezpieczny. Lękam się o zdrowie moich bliskich czy nielicznych przyjaciół. W trakcie załamania szukam wsparcia i często nie potrafię go znaleźć. Nie zawsze radzę sobie z własnymi demonami, choć muszę przyznać, że owe demony potrafią być na swój sposób fascynujące. Przynajmniej z naukowego punktu widzenia.

A ludzie wokół potrzebują realnych, a nie wyimaginowanych rozwiązań, planów na przyszłość. Niepewność frustruje i wyzwala stres, napięcie. Gdzieś tam być może czai się powrót do lockdownu. Utalentowani ludzie tracą pracę i dochody, upadają firmy, biznesy. Konsekwencje gospodarcze tej pandemii będą dla wielu branż opłakane, o czym pisałem tutaj niejednokrotnie. Sprawcy domowej przemocy zostają zamknięci wraz ze swoimi rodzinami, a izolacja wyzwala w nich agresję. Ozdrowieńcy po Covid19 cierpią na zespół stresu pourazowego (PTSD). Pandemia potęguje zaburzenia psychiczne osób, które już wcześniej zmagały się np. z kliniczną depresją, zaburzeniami lękowymi i poczuciem wyobcowania, odrzucenia. Chorzy na choroby przewlekłe czy nowotwory nie czują się bezpiecznie, gdyż nie mają dostępu do terapii ratujących życie.

Serio chciałbym wymazać ten rok z pamięci albo zacząć go od nowa. Wybaczcie osobisty wpis, który jest dla mnie wyartykułowaniem pewnych obaw, lęków i frustracji. A może po prostu przemawia przeze mnie wrażliwość, empatia?

Potrzebuję odetchnąć. Znaleźć się w miejscu, które wydaje się być bezpieczne.

środa, 13 maja 2020

Masowe testowanie górników na Śląsku i paralela z grypą hiszpanką z 1918 roku

















Od soboty postanowiłem samodzielnie ruszać na tripy urbexowe. Mam już kilka miejscówek rozplanowanych po najbliższej okolicy. Ale nie o tym ma być ten post. Na Śląsku stoi 5 kopalń i wzrasta liczba zakażeń wśród górników i ich rodzin. Owa wzrastająca liczba zakażeń na Śląsku może niepokoić, ale ja patrzę na to z drugiej strony. Masowe testowanie przesiewowe górników na obecność koronawirusa (zarówno zdrowych, jak i nosicieli bezobjawowych) ujawni realną skalę zjawiska - przynajmniej na Śląsku. Ogólne testowanie populacji pozwoli ujawnić zakres rozprzestrzeniania się Sars-Cov2 na Śląsku i udowodni, że bezobjawowi albo umiarkowanie objawowi młodzi nosiciele odgrywają znaczącą rolę w ekspansji epidemii, gdyż są najbardziej mobilni. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w Polsce takie masowe testowanie tysięcy ludzi jest póki co nierealne, ale wreszcie z chaosu statystycznego zaczyna wyłaniać się jakiś bardziej wyraźny obraz, jakaś niepokojąca prawidłowość. Trzymam kciuki za Śląsk i za moich wspaniałych tamtejszych znajomych. Przynajmniej wiedza co do skali zjawiska na Śląsku będzie odrobinę pełniejsza.

I nie mam wcale wrażenia, że ktoś chce unicestwić rodzimy przemysł wydobywczy, co próbowało mi wmówić kilka spiskowo nastawionych osób w trakcie jałowych dyskusji internetowych. Kopalnie, w których fedrują rzesze górników to idealne wylęgarnie dla koronawirusa Sars-Cov2. A tam gdzie występują duże skupiska ludzi taki wysoce zaraźliwy wirus (patogen) jak Sars-Cov2 z łatwością przeskakuje z jednego nosiciela na kolejne osoby. Masowe zakażenia w DPS-ach (domach pomocy społecznej), call-center (szeroko komentowany przypadek z Seulu), nocnych klubach (przykładowo Seul, Berlin) czy w amerykańskich zakładach mięsnych to zapewne wierzchołek góry lodowej. Koronawirus Sars-Cov2 powodujący chorobę Covid19 może sprawnie rozprzestrzeniać się także w takich zatłoczonych miejscach jak np. więzienia, szpitale psychiatryczne, obozy uchodźców czy domy dziecka.

Warto zatem sięgnąć do analogii z grypą hiszpanką, której pandemia uśmierciła w latach 1918-20 50-100 milionów mieszkańców Ziemi, w tym około 700 000 Amerykanów. Także wówczas zamykane były szkoły, place zabaw, boiska, kościoły, bary, kina, teatry oraz firmy, odwoływane festiwale, uroczystości kościelne czy parady uliczne. Także wówczas do masowych zakażeń dochodziło m.in. w kopalniach. Grypa hiszpanka nadeszła w trzech falach i błyskawicznie się rozprzestrzeniała. Tworzone były prowizoryczne szpitale (m.in. dla zakażonych żołnierzy) i izolatoria dla chorych. Pod szpitale adaptowano budynki sądów, szkolne audytoria (sale wykładowe) czy kościoły. Namioty z łóżkami szpitalnymi stawiano w parkach. W 1918 roku nie było jednak antybiotyków czy leków przeciwwirusowych, do pewnego momentu nie wiedziano, że za grypą hiszpanką stoi wirus podtypu H1N1. Także wówczas globalna pandemia doprowadziła do potężnego zakłócenia funkcjonowania więzi społecznych, ekonomicznych i gospodarczych. Przyhamować ją mogły jedynie surowo przestrzegane i skutecznie egzekwowane reguły dystansowania społecznego.

Mamy dużo szczęścia z koronawirusem Sars-Cov2, gdyż zabija on osoby starsze, z chorobami współistniejącymi oraz osoby z osłabionym układem odpornościowym. Wirus H1N1 zabijał dużo ludzi w przedziale wiekowym od 20 do 40 roku życia, zatem na pewno bym się tutaj zakwalifikował do zgonu jako mężczyzna przed 40-tką. Podatni na śmiercionośną grypę hiszpankę byli m.in. górnicy, liczne zachorowania i zgony dotyczyły także kobiet w ciąży. Obawiając się rychłego zachorowania i śmierci ludzie próbowali leczyć się samemu i słuchali wszelkiej maści szarlatanów i demagogów. Próbowano leczyć się poprzez używanie i spożywanie cebuli czy picie whisky. W dobie pandemii koronawirusa przestraszeni ludzie też są skłonni do wiary w różne dziwaczne teorie spiskowe (rzekomo szkodliwa technologia 5G mająca związek z pandemią koronawirusa, urojona depopulacja poprzez przyszłą (?) szczepionkę Billa Gatesa, który stał się dla wielu złem wcielonym, noszenie maseczek jako oznaka niewolnictwa i tym podobne bzdury), gdyż szukają prostych wytłumaczeń kryzysowej sytuacji, w której się znaleźli. Niektórzy wszędzie węszą spiski i zamiast doceniać ratowników medycznych, pielęgniarki i lekarzy żywią do nich niechęć, a nawet nienawiść.

W trakcie pandemii grypy hiszpanki niektóre miasta czy lokalne rządy znosiły obostrzenia zbyt szybko, co prowadziło do wybuchu drugiej bądź trzeciej fali zakażeń. Także poluzowywać obostrzenia w gromadzeniu się i przemieszczaniu się należy bardzo ostrożnie (i z naciskiem na opinię wybitnych epidemiologów). Każdy zakażony Sars-Cov2 może zakazić 2.2-2.5 innych osób, a osoba chora na grypę sezonową 1.3. Grypa hiszpanka dla porównania: nosiciel zakażał od 1.4 do 2.8 osób.

Każda taka przeszła epidemia bądź pandemia powinna być lekcją dla współczesnego społeczeństwa, ponieważ podobieństw jest mnóstwo - trzeba chcieć je jedynie dostrzec.

środa, 15 kwietnia 2020

Przyszłość koncertów w dobie pandemii koronawirusa

Kilka moich osobistych przemyśleń o przyszłości koncertów i festiwali muzycznych w dobie pandemii koronawirusa. Jedną z najbardziej pokrzywdzonych przez obecną pandemię Sars-Cov2 jest branża artystyczna. Przeczytałem wczoraj interesującą wypowiedź bioetyka Zeke Emanuela dla New York Timesa że koncerty i festiwale najwcześniej zaczną się odbywać "jesienią 2021 roku". To oczywiście wypowiedź dotycząca imprez muzycznych w USA, ale skłoniła mnie mimo wszystko do kilku refleksji. Ostatni koncert w którym uczestniczyłem (białoruskich post-punkowców Molchat Doma) odbył się 6 marca 2020 roku w poznańskim Bazylu, miałem jeszcze jechać 10 marca na koncert Niemców z Bleib Modern, ale po namyśle z wyjazdu zrezygnowałem. A potem ruszyła już lawina odwoływania i przekładania koncertów na terminy powakacyjne, jesienne 2020 roku, tudzież na 2021 rok.

Nastawiam się że w tym roku nie pojadę na festiwal Castle Party w Bolkowie, gdyż zapewne się on nie odbędzie. Podobnie będzie z innymi większymi festiwalami typu Mystic Festival czy Into the Abyss (francuski Hellfest pod koniec czerwca 2020 roku już został przełożony na późniejszy termin). Zresztą takie odwoływanie i przekładanie festiwali muzycznych czy innych imprez masowych (np. konferencji naukowych, wydarzeń sportowych, etc.) stało się w obecnym czasie pandemii przykrą koniecznością, dzięki której maleją dochody organizatorów, muzyków, technicznych czy obsługi klubów. Czy jednak rzeczywiście większe imprezy masowe wrócą dopiero jesienią 2021 roku?

Koronawirus Sars-Cov2 powodujący chorobę Covid-19 jest bardzo zaraźliwy, zatem konieczne jest utrzymanie i egzekwowanie surowych reguł dystansowania społecznego. Jednocześnie jestem świadom tego że należy bardzo powoli restartować gospodarkę i luzować obostrzenia, aby choć w niewielkim stopniu ustrzec się przed nadchodzącym ogromnym kryzysem gospodarczym i jego przykrymi konsekwencjami (masowe bezrobocie, mniej ofert pracy, ubożenie społeczeństw, niepokoje społeczne, samobójstwa zdesperowanych jednostek).

Na pewno czeka nas długie oczekiwanie na szczepionkę przeciwko koronawirusowi Sars-Cov2. Notabene są już znane przynajmniej trzy szczepy tego podstępnego wirusa A, B i C (link do artykułu badaczy z Cambridge podam na samym końcu), co może dodatkowo utrudnić poszukiwania panaceum w postaci szczepionki. Samo uzyskanie skutecznej szczepionki przeciwko Covid-19 może potrwać przynajmniej 18 miesięcy. Koszty stworzenia takiej szczepionki wyniosą miliardy dolarów. Każda szczepionka wymaga rygorystycznych testów, bo musi działać i nie powodować niebezpiecznych skutków ubocznych. Testy obejmą najpierw niewielką grupę zdrowych dorosłych, potem większą grupę dorosłych z obszarów, na których koronawirus się rozprzestrzenił, wreszcie tysiące osób z tych zainfekowanych koronawirusem obszarów. Każdy z tych etapów może potrwać statystycznie 6-8 miesięcy.

Szczepionka albo odporność stadna. Wówczas można powiedzieć że będziemy przed koronawirusem Sars-Cov2 odpowiednio zabezpieczeni.

Dlatego też można zakładać że imprezy masowe (festiwale muzyczne, przedstawienia teatralne, seanse kinowe, targi, itd.) powrócą dopiero w następnym roku np. jesienią. Oczywiście zależy to od decyzji rządów poszczególnych państw, które do poluzowania obostrzeń związanych z uczestnictwem w imprezach masowych podejdą różnie. Być może najpierw zostaną złagodzone obostrzenia dotyczące bardziej niszowych wydarzeń kulturalnych. Sam bywałem na koncertach, gdzie publiki było maks 30-50 osób - zresztą takie kameralne gigi lubię najbardziej. Ale co będzie dalej? Czy liczba uczestników takich koncertów będzie ograniczona? Czy wówczas w ogóle opłacać się będzie organizować koncerty? Czy publiczność będzie wpuszczana w lateksowych rękawiczkach i maseczkach, po czym rozstawiana w klubach z dala od siebie? Co z dezynfekcją klubów, kin, teatrów, hal targowych, itd.? Czy członkowie moich ulubionych zespołów będą grali w maseczkach i rękawiczkach? Czy ludzie po tak długim okresie izolacji społecznej nie będą się bali przychodzić na koncerty i stać blisko siebie?

Trudno powiedzieć. Nie jestem futurologiem. Na razie pandemia koronawirusa jest nadal z nami i nie wiadomo jak długo potrwa. Jest wysoce prawdopodobne, iż ukryta transmisja Sars-Cov2 miała miejsce w Polsce już w drugiej połowie stycznia 2020 roku. Kilka ogólnych statystyk: liczba zachorowań na Covid19 przed kilkoma godzinami przekroczyła dwa miliony, a liczba potwierdzonych zgonów na świecie przekroczyła 125 000. Podam tutaj jedynie USA i dla równowagi Polskę: 608 458 przypadków koronawirusa and 25 992 zgonów w Stanach Zjednoczonych w ciągu doby i 7408 przypadków i 268 zgonów w Polsce. Nawet w krajach stawianych za wzór walki z pandemią takich jak Tajwan, Singapur i Chiny wciąż pojawiają się nowe importowane przypadki zakażeń. Niepokojące są też liczne zarejestrowane przypadki re-aktywacji koronawirusa u osób wyzdrowiałych np. w Korei Południowej. Te liczby muszą robić wrażenie. Na mnie robią. Globalny przyrost zachorowań na Covid-19 jest gwałtowny i niepokojący.

Jedno jest pewne: nie będziemy mogli gromadzić się publicznie przez długi czas, co może skutkować (albo inaczej: już skutkuje) wzrostem inwigilacji społeczeństwa przez rząd i podległe mu służby.

Pozostaje oglądanie koncertów on-line i wspieranie zespołów, ulubionych projektów czy artystów przez zakup merchu i nośników fizycznych. Celebracja muzyki, sztuki w domowym zaciszu i w świecie wirtualnym. Tylko tyle i aż tyle.

Na zdjęciach trzy zidentyfikowane szczepy koronawirusa, koronawirus Sars-Cov2 pod skaningowym mikroskopem elektronowym i festiwal Castle Party w Bolkowie.

https://www.cam.ac.uk/research/news/covid-19-genetic-network-analysis-provides-snapshot-of-pandemic-origins?from=timeline

EDIT: Właśnie dzięki fanejdżowi Koncerty w Polsce dowiedziałem się że w Niemczech wszystkie festiwale muzyczne m.in. Wacken Open Air zostały odwołane do 31 sierpnia 2020. W Belgii analogiczna sytuacja (przełożony m.in. Throne Fest). A jakie będą obostrzenia w tej materii w Polsce? Hmm. Czytając opinie polskich lekarzy i epidemiologów mogę bezpiecznie założyć że wszystkie koncerty i festiwale muzyczne w Polsce stoją w tym roku pod dużym znakiem zapytania. Prędko nie poradzimy sobie z tą pandemią mając na względzie nasz chronicznie niedofinansowany i coraz bardziej przeciążony system opieki zdrowotnej, gdzie już zaczyna brakować kadr.

czwartek, 9 kwietnia 2020

Plaga dżumy w Mandżurii w 1910-11 - galeria


















Pod koniec 1910 roku chińską Mandżurię oraz Mongolię dotknęła plaga dżumy płucnej. Widziałem już dziesiątki archiwalnych zdjęć z pandemii grypy hiszpanki (wirusa H1N1) w latach 1918-19, ale muszę przyznać że te stare fotografie z Mandżurii są autentycznie mroczne. Głównym rezerwuarem bakterii (pałeczek) Yersinia pestis były gryzonie, a w szczególności szczury. Jednak należy pamiętać że w przypadku nieleczonej postaci dżumy płucnej śmiertelność wynosi blisko 100 procent. I taka była plaga mandżurska w 1910-11, której rezerwuarem mogły być świstaki, na które w owym czasie polowano dla futra. Mieszkańcy wspólnych domostw zarażali się drogą powietrzną (kropelkową), co powodowało szybkie rozprzestrzenianie się Czarnej Śmierci.

Pacjentami zero w przypadku tej historycznej zarazy byli dwaj górnicy, którzy powrócili z Rosji do Chin. Mieli wysoką gorączkę, krwisty kaszel i wrzodziejące zmiany skórne. Zanim umarli kilka dni później zdążyli zarazić dziesiątki ludzi. Pierwsze symptomy to była gorączka, kaszel i przewlekłe zmęczenie. Potem kaszel stawał się krwisty i dochodziło zapalenie płuc prowadzące do zgonu. Pierwotne symptomy przypominały najzwyklejsze przeziębienie, zatem były przez ówczesnych medyków ignorowane. Przemieszczanie się ludzi rozniosło plagę po całej Mandżurii. Narastała psychoza strachu. Ludzie barykadowali się w domach i nie dopuszczali do siebie obcych. Jeśli wychodzili z domów to tylko na moment i zawsze w maskach.

Dopiero po miesiącu rozprzestrzeniania się epidemii urodzony w Malezji doktor Wu Lien-teh pobrał w Harbinie w trakcie pierwszej w Chinach autopsji próbki krwi i tkanek od zmarłej japońskiej kobiety i pod mikroskopem odkrył bakterię Yersinia pestis (bacillus pestis). Analizując rozmaite przypadki uczony odkrył że zaraza roznosi się poprzez transmisję powietrzną. 7 stycznia 1911 roku do doktora Wu dołączył francuski doktor Girard Mesny. Francuz dokonał badań czwórki pacjentów bez maski, zaraził się i 11 stycznia zmarł.

Szybko Harbin stał się miastem zamkniętym. Domy chorych dezynfekowano karbolem i siarką, pacjentów poddawano surowej kwarantannie, ciała zmarłych polewano parafiną i palono na stosach, te zakopane wydobywano z ziemi i także palono. Były to pierwsze kremacje w historii Chin. Doktorzy i lokalni urzędnicy nosili maski z warstwami bawełny i gazy, by skuteczniej filtrować powietrze.

Szacuje się że plaga dżumy w Mandżurii uśmierciła około 63 000 ludzi zabijając wszystkich mieszkańców wielu wsi i miasteczek. Nieskremowane ciała zmarłych leżały na ulicy i były gryzione przez bezpańskie psy. Po sześciu miesiącach epidemia dżumy w Mandżurii i Mongolii została zdławiona.

W 1935 roku doktor Wu został nominowany do nagrody Nobla. Warto dodać że był pierwszym obywatelem Chin z dyplomem medycyny uzyskanym na Uniwersytecie Cambridge. Zmarł 21 stycznia 1960 roku w wieku 81 lat.

Plaga dżumy w Mandżurii przypomina mi pod wieloma względami XXI-wieczną pandemię Covid-19, która rozlała się praktycznie na cały świat. Najpierw połowa listopada/tudzież grudzień 2019 roku, pierwsze przypadki tajemniczej choroby w Wuhan powiązane z lokalnymi wet markets i całkowite zamknięcie miasta, absolutna konieczność zakrywania maseczkami nosa i ust (koronawirus może przetrwać w powietrzu około 3 godzin), zbliżone symptomy i wysoka zaraźliwość, wreszcie palenie ciał w krematoriach (tak było w Chinach, tak jest też w Guayaquil (Ekwador), gdzie ciała ofiar Covid-19 są palone przez członków rodzin na ulicach, gdyż wskutek straszliwych zaniedbań nikt ich nie zabiera).

Korzystałem z następujących źródeł:

https://en.wikipedia.org/wiki/Wu_Lien-teh
https://www.thinkchina.sg/photo-story-manchurian-plague-outbreak-and-malayan-doctor-wu-lien-teh
https://www.thearticle.com/what-china-can-learn-from-the-manchurian-plague-of-1911

Autorzy niektórych zdjęć nieznani, ale zdjęcia pochodzą m.in. z Thomas H. Hahn Docu-Images Historical photographs of China 中国摄影史图片库» The Manchurian Plague 1910-11

środa, 8 kwietnia 2020

Pandemia Covid-19 w Nowym Jorku i masowe groby na Hart Island

















Nowojorska niezamieszkana wysepka Hart Island (Bronks) to jedno z największych cmentarzysk na Ziemi. Pod tym kątem przypomina mi wenecką Poveglię, na której również znajduje się opuszczony szpital psychiatryczny. Na Hart Island mieściły się ongiś obóz skazańców wojennych Konfederacji, baza rakiet i XIX wieczny szpital psychiatryczny dla kobiet. Szacuje się że na wyspie zostało pochowanych ponad 800 000 ludzi: zmarłych w trakcie pandemii grypy hiszpanki w 1918, bezdomnych, zmarłych na AIDS, więźniów, itd. Historia jak widać lubi się powtarzać. Z racji tego że nowojorskie domy pogrzebowe i ciężarówki-chłodnie są przepełnione zmarłymi na Covid19 na wyspie od końca marca są kopane masowe groby dla ofiar pandemii, w których zmarli mają zostać czasowo (?) pogrzebani. Potwierdza to relacja i nagranie z drona. Pracę wykonują więźniowie z Riker Island. Witamy w 2020 roku.

https://vimeo.com/404410176

Jako wielbiciela urban exploration zaintrygowały mnie opuszczone budynki na wyspie. To ruiny szpitala psychiatrycznego dla kobiet (tzw. Phoenix House) i katolickiej kaplicy z 1935 roku. W ramach terapii pacjentki szyły tutaj skórzane buty. Warto jeszcze dodać iż w latach 60-tych XX wieku w tych opuszczonych budynkach mieściło się centrum rehabilitacji dla narkomanów. Tutaj możecie znaleźć więcej zdjęć z tego bardzo rzadko eksplorowanego miejsca.

https://gothamist.com/arts-entertainment/photos/going-to-the-heart-of-hart-island?image=10

Stany Zjednoczone są obecnie najbardziej dotknięte pandemią koronawirusa Sars-Cov2, a przoduje w tym niestety stan Nowy Jork. W chwili gdy piszę te słowa liczba zakażonych w USA przekracza 400 000, a zgonów na Covid-19 12 800.

I jeszcze ciekawostka historyczna. Pierwsza kwarantanna (najpierw trwająca przez okres 30 dni) miała miejsce w Ragusa (dzisiejszy chorwacki Dubrownik) w XIV wieku w trakcie plagi dżumy. Dokładna data to 23 lipca 1377 roku. Ludzie objęci kwarantanną zostali wysłani na wyspę Mrkan w pobliżu Cavtat bądź do samego Cavtat na okres miesiąca. Oczywiście mieli zakaz wstępu na teren Dubrownika.