Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 grudnia 2024

Zagadka trupiej farmy w Chinach

                                              

Powracam na moment z ostatnim tekstem w bieżącym roku. 

Jakiś czas temu obejrzałem nagranie chińskiego eksploratora Bean Bag Adventure z eksploracji podziemi opuszczonego szpitala. Chiński urbexer odnalazł w chłodnej podziemnej konstrukcji basen pełen częściowo rozkładających się zwłok (także dziecięcych) pływających w formalinie, która miała spowolnić/zatrzymać ich tempo rozkładu i zmniejszyć odór zgnilizny. O istnieniu tego nagrania, a w zasadzie dwóch nagrań dowiedziałem się z Reddit. Sam eksploruję opuszczone miejsca od wielu lat, ale najgorsze co znalazłem w opuszczonym miejscu (opuszczony hotel w Grecji) to martwego kota, który mógł zostać uduszony linką, która leżała obok. Strzykawki i leki, czyli pozostałości po ćpunach znalazłem kiedyś w wyburzonym zakładzie meblarskim gdzieś w Polsce. Tak czy owak, nagranie dla ludzi o mocnych nerwach znajdziecie poniżej, gdyż zostało zarchiwizowane (data jego powstania to 26 grudnia 2022 roku, wcześniejsze powstało kilka miesięcy wcześniej). I wygląda ono na jak najbardziej prawdziwe: 

https://archive.org/details/Beanbag-Adventure-douyin-videos/(NSFL)+Alleged+Child+Organ+Harvesting+Plant+-+Found+Footage(360p).mp4

Lokalizacja to zapewne prowincja Jilin w Chinach, być może placówka medyczna w mieście Changchun. Być może w tej lokalizacji w sposób nielegalny, tudzież tajny przetwarzano zwłoki w celu wykorzystania ich do plastynacji bądź do produkcji modeli anatomicznych, co też jest bardzo lukratywnym biznesem w Chinach. Prawdopodobnie ciała zostały w tym basenie formaliny porzucone. W Chinach funkcjonują tzw. zakłady przetwarzania zwłok. Przetwarza się w nich także ciała niemowląt i małych dzieci. Czy w prowincji Jilian znajdują się tajne farmy trupów będące pozostałościami po handlu organami? Czyje ciała pływają w formalinie i w jaki sposób umarły? Czy te dzieci (z sierocińców?) zostały zamordowane? A może zmarły śmiercią naturalną? Dlaczego tych ciał nie skremowano? Nie wiadomo. Zbyt wiele pytań, zbyt mało odpowiedzi. 

W wielu ciałach brakuje organów i tkanek miękkich, być może dobrały się do nich robaki. Czaszki z uwagi na cienką tkankę odsłaniają się najszybciej. Czarna cuchnąca woda przypominająca oleistą maź wskazuje na to, że ciała (być może ktoś je tam dokładał albo pozostawił je tam jednocześnie) znajdowały się w niej od dłuższego czasu. Brak jakichkolwiek etykiet na słoiku z płodem, butelkach z cieczą i na workach z kośćmi też pozwala na grę domysłów. 

Od lutego 2023 roku Bean Bag Adventure nie nakręcił żadnego filmiku. Zastanawiające. 

Ciekawi mnie ta urbexowa i być może kryminalistyczno-medyczna zagadka rodem z najgorszych koszmarów. 

Zamieszczam też zdjęcie niedoszłej 14-letniej samobójczyni z torów - rok 2018, podmoskiewskie Łobno. Na szczęście maszyniście udało się w porę zatrzymać pociąg. 11 grudnia br. 14-latka skoczyła z wiaduktu pod pociąg SKM pomiędzy stacjami Pruszków, a Piastów. Przeżyła, ale z poważnymi obrażeniami trafiła do szpitala. Zastanawiam się jaki jest jej stan obecnie. Depresja i śmierć samobójcza dzieci i nastolatków bardzo mnie niepokoją. 

Przy okazji skoro tutaj na moment powróciłem najnowsze teksty dla Darkultura (koncert Lebanon Hanover w Poznaniu 9 grudnia br. i relacja z imprezy Bats Dance 14 grudnia br.):

https://darkultura.com/muzyka/lebanon-hanover-w-poznaniu-relacja/

https://darkultura.com/muzyka/bats-dance-w-poznaniu-relacja/

czwartek, 9 kwietnia 2020

Plaga dżumy w Mandżurii w 1910-11 - galeria


















Pod koniec 1910 roku chińską Mandżurię oraz Mongolię dotknęła plaga dżumy płucnej. Widziałem już dziesiątki archiwalnych zdjęć z pandemii grypy hiszpanki (wirusa H1N1) w latach 1918-19, ale muszę przyznać że te stare fotografie z Mandżurii są autentycznie mroczne. Głównym rezerwuarem bakterii (pałeczek) Yersinia pestis były gryzonie, a w szczególności szczury. Jednak należy pamiętać że w przypadku nieleczonej postaci dżumy płucnej śmiertelność wynosi blisko 100 procent. I taka była plaga mandżurska w 1910-11, której rezerwuarem mogły być świstaki, na które w owym czasie polowano dla futra. Mieszkańcy wspólnych domostw zarażali się drogą powietrzną (kropelkową), co powodowało szybkie rozprzestrzenianie się Czarnej Śmierci.

Pacjentami zero w przypadku tej historycznej zarazy byli dwaj górnicy, którzy powrócili z Rosji do Chin. Mieli wysoką gorączkę, krwisty kaszel i wrzodziejące zmiany skórne. Zanim umarli kilka dni później zdążyli zarazić dziesiątki ludzi. Pierwsze symptomy to była gorączka, kaszel i przewlekłe zmęczenie. Potem kaszel stawał się krwisty i dochodziło zapalenie płuc prowadzące do zgonu. Pierwotne symptomy przypominały najzwyklejsze przeziębienie, zatem były przez ówczesnych medyków ignorowane. Przemieszczanie się ludzi rozniosło plagę po całej Mandżurii. Narastała psychoza strachu. Ludzie barykadowali się w domach i nie dopuszczali do siebie obcych. Jeśli wychodzili z domów to tylko na moment i zawsze w maskach.

Dopiero po miesiącu rozprzestrzeniania się epidemii urodzony w Malezji doktor Wu Lien-teh pobrał w Harbinie w trakcie pierwszej w Chinach autopsji próbki krwi i tkanek od zmarłej japońskiej kobiety i pod mikroskopem odkrył bakterię Yersinia pestis (bacillus pestis). Analizując rozmaite przypadki uczony odkrył że zaraza roznosi się poprzez transmisję powietrzną. 7 stycznia 1911 roku do doktora Wu dołączył francuski doktor Girard Mesny. Francuz dokonał badań czwórki pacjentów bez maski, zaraził się i 11 stycznia zmarł.

Szybko Harbin stał się miastem zamkniętym. Domy chorych dezynfekowano karbolem i siarką, pacjentów poddawano surowej kwarantannie, ciała zmarłych polewano parafiną i palono na stosach, te zakopane wydobywano z ziemi i także palono. Były to pierwsze kremacje w historii Chin. Doktorzy i lokalni urzędnicy nosili maski z warstwami bawełny i gazy, by skuteczniej filtrować powietrze.

Szacuje się że plaga dżumy w Mandżurii uśmierciła około 63 000 ludzi zabijając wszystkich mieszkańców wielu wsi i miasteczek. Nieskremowane ciała zmarłych leżały na ulicy i były gryzione przez bezpańskie psy. Po sześciu miesiącach epidemia dżumy w Mandżurii i Mongolii została zdławiona.

W 1935 roku doktor Wu został nominowany do nagrody Nobla. Warto dodać że był pierwszym obywatelem Chin z dyplomem medycyny uzyskanym na Uniwersytecie Cambridge. Zmarł 21 stycznia 1960 roku w wieku 81 lat.

Plaga dżumy w Mandżurii przypomina mi pod wieloma względami XXI-wieczną pandemię Covid-19, która rozlała się praktycznie na cały świat. Najpierw połowa listopada/tudzież grudzień 2019 roku, pierwsze przypadki tajemniczej choroby w Wuhan powiązane z lokalnymi wet markets i całkowite zamknięcie miasta, absolutna konieczność zakrywania maseczkami nosa i ust (koronawirus może przetrwać w powietrzu około 3 godzin), zbliżone symptomy i wysoka zaraźliwość, wreszcie palenie ciał w krematoriach (tak było w Chinach, tak jest też w Guayaquil (Ekwador), gdzie ciała ofiar Covid-19 są palone przez członków rodzin na ulicach, gdyż wskutek straszliwych zaniedbań nikt ich nie zabiera).

Korzystałem z następujących źródeł:

https://en.wikipedia.org/wiki/Wu_Lien-teh
https://www.thinkchina.sg/photo-story-manchurian-plague-outbreak-and-malayan-doctor-wu-lien-teh
https://www.thearticle.com/what-china-can-learn-from-the-manchurian-plague-of-1911

Autorzy niektórych zdjęć nieznani, ale zdjęcia pochodzą m.in. z Thomas H. Hahn Docu-Images Historical photographs of China 中国摄影史图片库» The Manchurian Plague 1910-11

poniedziałek, 21 września 2015

Południowy Chang Tang

















Poszukiwałem ostatnio informacji o najbardziej niegościnnych i niedostępnych miejscach na Ziemi. Nie ukrywam, że bardzo mnie takie miejsca fascynują. O niektórych z nich już tutaj pisałem: Wyspa Bouveta, lasy deszczowe Papui Zachodniej, North Sentinel, etc. Jedną z takich białych plam jest niewątpliwie płaskowyż Chang Tang, a konkretnie jego południowa część. Pozbawione drzew stepy, chłostane zimnym i przeszywającym do szpiku kości wiatrem masywy górskie, nagły zdający się nie mieć końca opad deszczu, bagnista ziemia, ruchome piaski, tonące w mule wielbłądy. Chang Tang nie zna litości dla podróżników, którzy zdecydują się tam wejść. Płaskowyż Chang Tang ciągnie się równolegle obok masywu górskiego Kunlun (Góry Oślepiającej Ciemności - uwielbiam tą nazwę!) przez około 2000 km. Południowa strona Kunlun... nawet najbardziej wytrzymali nomadzi się tam rzadko zapuszczają. Bardzo silne wiatry, bardzo niska wilgotność i ekstremalne zmiany temperatury - zimą spadek nawet do -45 stopni Celsjusza, lato (+30 za dnia, -25 stopni w nocy), przeciętna roczna temperatura -5 stopni Celsjusza. Po południowej stronie Chang Tang nie ma dróg, tylko rzeki, muł, piasek i niskie masywy górskie (wysokość Chang Tang dochodzi od 4500 do 5500 metrów nad poziomem morza). Centrum Chang Tang to zamknięty dział wodny - nie wypływają stamtąd żadne rzeki, a strumienie z górskich lodowców ewaporują formując słone jeziora. Pomimo surowych warunków w Chang Tang żyją jaki, antylopy, wilki, niedźwiedzie czy dzikie osły, ale wegetacja po południowej stronie płaskowyżu jest uboga. Szwedzki podróżnik Sven Hedin eksplorując znaczne połacie Chang Tang (w latach 1906-08) przez 81 dni nie widział żadnego człowieka... Pusta i bezlitosna przestrzeń jakby ze snu. Absolutnie fascynująca.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Cheng Chieh i masakra w metrze


















Umknął mi ten bezsensowny akt masowego mordu, gdyż media w tamtym czasie doznały histerii na punkcie 22-letniego masowego mordercy z Isla Vista Elliota Rodgera, o którym dwukrotnie pisałem na tym blogu. 21 maja 2014 roku do metra w Tajpei wsiadł 21-letni student inżynierii środowiska Uniwersytetu Tunghai Cheng Chieh. Pasażerowie czterech wagonów jadący ze stacji Lungshan Temple do stacji Jiangzicui nie zdawali sobie sprawy, że młody mężczyzna ma przy sobie nóż. Zaraz po tym jak wsiadł do wagonu Cheng Chieh rzucił się na współpasażerów i zaczął dźgać nożem każdego kto stanął mu na drodze. W ciągu czterominutowej jazdy zabił cztery osoby i zranił dwadzieścia cztery, w tym dziesięć ciężko. Podłogi wagonów zostały zbryzgane krwią rannych i konających, krew polała się także na peronie Jianzicui, kiedy Chieh próbował atakować uciekających w popłochu ludzi. W trakcie ataku pasażerowie czterech wagonów zbili się w tłum, niektórzy bronili się parasolami, krzyczeli próbując go odstraszyć. Kilku w pierwszej chwili nie zauważyło, że w metrze znajduje się uzbrojony w nóż napastnik, gdyż byli zajęci drzemką, tudzież swoimi smartfonami.

Po zatrzymaniu Cheng Chieh tłumaczył, że chciał dokonać "czegoś wielkiego". Męczyło go życie, ale nie miał odwagi, by się zabić - postanowił zatem dokonać masowego morderstwa, by zostać skazanym na karę śmierci. Rodzice studenta stwierdzili, że był samotnikiem spędzającym czas w domu na grze w pełne przemocy gry online. Był też fanem swoją drogą doskonałego survival thrillera Kinji Fukasaku "Battle Royale" (2000), a także powieści pod tym samym tytułem. Nie ma to jak obwiniać gry online i filmy (czasem też muzykę) o wzbudzanie morderczych skłonności wśród młodych ludzi. Człowiek i jego potrzeba wytłumaczenia sobie wszystkiego. W kwietniu Cheng Chieh opublikował w sieci krótką historykę w której opisywał z pierwszej perspektywy "chęć zabicia ludzi w pociągu" w celu "ukarania otoczenia". 9 maja został o to przepytany przez uniwersyteckiego psychologa - stwierdził że to po prostu sposób wyrażenia samego siebie. Sprawa ucichła. Kolejny samotnik dokonujący masowego mordu w odwecie na otoczeniu. Jak widać stłoczone wagony metra mogą stanowić łatwy obiekt ataku dla masowych morderców. Cheng Chieh nie żałuję swojego czynu i chce otrzymać wyrok śmierci. Twierdzi, że gdyby jego rodzice jechali wówczas metrem to też by ich zabił.

piątek, 11 lipca 2014

Mumie pustyni Taklamakan


















Chińska pustynia Taklamakan (Takla Makan, Morze Śmierci) jest jednym z najsuchszych miejsc na Ziemi. Mumie Tarim odkryto w późnych latach 80-tych w Basenie Tarim (Xinjiang, Chiny), a ich wiek archeolodzy datują na okres od 1800 r. p.n.e do roku 200. Długie włosy w kolorze czerwonawym blond, europejskie rysy... 4000-tysięczna mumia tzw. Piękności z Loulan (zmarłej w wieku 45 lat, a odkrytej w 1979 roku) szczyci się nordyckimi rysami. Powierzchnia pustyni wynosi 33 700 km kwadratowych, a w języku Ujgurów Takla Makan znaczy mniej więcej: "jeśli tam wejdziesz to już nie powrócisz". W 1900 roku szwedzki odkrywca Sven Hedin w trakcie ekspedycji odnalazł ruiny antycznego miasta Loulan pogrzebane pod pustynnym piaskiem, stolicę zagadkowego królestwa Loulan. Inną antyczną osadę pogrzebaną w piasku Niya (odkrytą w 1901 przez Sir Marca Aurela Steina) jej mieszkańcy opuścili w popłochu i nikt nie wie dlaczego. Czy przyczyną była nadciągająca ogromna burza piaskowa? Jakie jeszcze tajemnice skrywa zdające się nie mieć końca Morze Śmierci?

Silencer "Taklamakan":https://www.youtube.com/watch?v=9a-adqbp1tA&feature=kp

niedziela, 1 czerwca 2014

Syndrom Kitty Genovese w Chinach?

























Wczoraj przeczytałem artykuł i obejrzałem nagranie z makabrycznego morderstwa w Chinach. Okazuje się, że zwykły posiłek w McDonaldzie może być ostatnią chwilą w czyimś życiu. Co ciekawe, owo morderstwo miało zapewne podłoże religijne, gdyż szóstka sprawców (w tym czwórka członków tej samej rodziny) była członkami sekty religijnej Quannengshen, czyli All Powerful Spirit. Do zabójstwa doszło w mieście Zhaouyan (prowincja Shadong, Chiny) w tamtejszym McDonaldzie 28 maja 2014 roku o po godzinie 9 wieczorem. 37-letnia matka imieniem Wu siedziała sobie w spokoju i konsumowała posiłek, sekciarze usiedli przy stoliku obok. Kiedy jeden z nich chciał od niej numer telefonu komórkowego kobieta odmówiła. Atakiem kierował łysy mężczyzna imieniem Zhang. Wściekły, że nie uzyskał numeru telefonu chwycił stalowy uchwyt do mopa i wielokrotnie uderzył Wu w głowę krzycząc przy tym, że jest "zła", "jest demonem" i "nigdy nie doczeka reinkarnacji". Mordercy towarzyszyły jego dwie córki i 14-letni syn, a także dwie inne kobiety Lyu i Zhang. Leżąca w kałuży krwi Wu zmarła na miejscu, jej zgon stwierdzono w szpitalu. Sprawców aresztowano. Przyznali się do winy. Przerażają mnie takie morderstwa, nagłe, kompletnie bezsensowne, częstokroć pozbawione jakiegokolwiek motywu, gdzie każdy może być ofiarą, o ile znajdzie się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Przeraża także zachowanie co najmniej kilku świadków ataku, gdyż nikt nie zareagował. Stali i gapili się na śmierć kobiety. Miejska apatia w pełnej krasie.

Video (dość drastyczne): https://www.youtube.com/watch?v=0xu304YnkTY

Syndrom Kitty Genovese, czyli tzw. efekt widza, socjo-psychologiczny fenomen braku reakcji, czyli tzw. dyfuzja odpowiedzialności? Hmm... 28-letnia Kitty Genovese była menadżerem baru Ev's Eleventh Hour Sport w nowojorskiej dzielnicy Queens. Zginęła 13 marca 1964 roku. Zaparkowała auto na parkingu o godzinie 3.15 w nocy. Kiedy szła przez parking w kierunku swojego apartamentu podszedł do niej Winston Moseley. Kobieta zaczęła uciekać, Winston pobiegł za nią i dogonił Kitty, po czym dźgnął ją dwa razy nożem. Kitty krzyknęła: "O Boże! On dźgnął mnie! Ratunku!". Usłyszało ją kilku sąsiadów, ale z uwagi na zamknięte okna niektórzy z nich nie rozpoznali wołania o pomoc. Roger Mozer, jeden z sąsiadów krzyknął "Zostaw ją!" i Winston uciekł. Zraniona Kitty powoli dotarła pod drzwi mieszkania, ale już nie była widoczna dla sąsiadów. Morderca wrócił do swojego samochodu, ukrył twarz za kapeluszem i w ciągu 10 minut od ucieczki zaczął na nowo szukać Kitty. Przeszukał parking, pobliski peron kolejowy, w końcu odnalazł osłabioną Genovese leżącą na ziemi na tyle budynku. Zamknięte drzwi wejściowe uniemożliwiły kobiecie dostanie się do środka. Winston dobiegł do praktycznie omdlałej Kitty i dźgnął ją kilka razy. Próbowała się bronić ostatkiem sił, o czym świadczyły rany defensywne na jej rękach. Kiedy umierała powoli wykrwawiając się Winston ją zgwałcił. Z jej portfela zabrał 49 dolarów. Atak trwał pół godziny. Policję wezwał sąsiad Karl Ross. Kitty umarła jednak w ambulansie w drodze do szpitala. Potem w "Times" pojawił się sensacyjny artykuł dziennikarza Martina Gansberga, w którym sugerowano, że 38 świadków widziało atak i mord na Kitty Genovese i nikt nie zareagował dzwoniąc na policję. W rzeczywistości fragmenty ataku widziało/krzyki słyszało jedynie z tuzin sąsiadów. Nikt nie był świadkiem całości ataku. Nie chcieli reagować myśląc, że to kłótnia kochanków bądź sprzeczka po wyjściu z baru (to właśnie w barze 29-letni ojciec dwójki dzieci Moseley zaczepił Kitty po raz pierwszy). Winston po zatrzymaniu tłumaczył, że chciał "zabić kobietę, bo się nie bronią". Przyznał się jeszcze do dwóch morderstw na tle seksualnym i do 30-40 włamań, a także kilku gwałtów. Był nekrofilem. 15 czerwca 1964 roku Winstona Moseleya uznano za winnego i skazano na śmierć, trzy lata później jego wyrok zamieniono na dożywocie.

Oczywiście artykuł Gansebrga o 38 świadkach okazał się wyssaną z palca bzdurą (nie było dowodów, że akurat tylu świadków widziało atak i nie zareagowało). Pamiętać należy o tym, że atak i morderstwo Kitty Genovese miało miejsce w paru lokalizacjach nikt zatem nie miał szansy być naocznym świadkiem ataku. Kiedy ostrze noża przebiło płuca Kitty ta nie mogła już więcej krzyczeć. Efekt widza w skrócie polega na tym, że w przypadku większej liczby naocznych świadków zmniejsza się prawdopodobieństwo udzielenia pomocy ofierze przez któregoś z nich. Nikt nie pomaga zatem dlaczego to akurat ja miałbym pomóc; nie pomogę, bo inni zrobią to lepiej (albo nie chcę się narażać), nie pomogę, bo nie jestem pewien czy to zrobić gdy inni stoją i się gapią. Co ciekawe, 28 grudnia 1974 roku w apartamencie budynku znajdującego się w pobliżu miejsca zabójstwa Kitty Genovese zamordowana została 25-letnia Sandra Zahler. Sąsiedzi słyszeli jej krzyki i odgłosy walki, ale znowu nie zrobili nic, by pomóc. Czytałem o zabójstwie Kitty w książce "Superfreakonomia" Stevena Levitta i Stephena Dubnera (rozdział o altruizmie) i morderstwo Chinki w McDonaldzie od razu skojarzyło mi się ze sprawą Kitty Genovese i efektem widza. Inna sprawa, że autentycznie nie lubię wszelkiej maści sekt. Jakim trzeba być słabym i podatnym na manipulację człowiekiem, by przystąpić do jakiegoś dziwnego zgrupowania religijnego czy quasi-religijnego? Wu została zabita, ponieważ nie chciała dać numeru telefonu komórkowego... a członkowie Quannengshen akurat wtedy próbowali rekrutować kolejnych wyznawców. Co ciekawe, wszyscy byli bezrobotni... a jeździli luksusowym Porsche Chayenne.

wtorek, 15 października 2013

Przegrana wirusologa Rona Fouchiera (sprawa H5N1)



















Znowu będzie o zabójczych wirusach. Swego czasu śledziłem odkrycia tego  wirusologa z Erasmus Medical Center w Rotterdamie. 21 czerwca 2012 roku artykuł Fouchiera dotyczący zwiększenia wirulencji wirusa ptasiej grypy H5N1 ukazał się w prestiżowym "Science". Wystarczy co najmniej 5 mutacji, aby wirus przechodził z fretki na fretkę drogą kropelkową. 25 września 2013 roku sąd w Haarlem uznał, że Ron Fouchier przed publikacją owej kontrowersyjnej pracy powinien uzyskać oficjalną zgodę władz w formie eksportowej licencji. Drugi sporny artykuł dotyczył prawdopodobieństwa spontanicznego pojawienia się zmutowanego wirusa H5N1 w przyrodzie. Holenderskie władze wystraszyły się dokonań naukowca, które mogłyby wpaść w ręce potencjalnych bioterrorystów i posłużyć jako biologiczna broń masowej zagłady. Zatem przyszłe badania nad transmisją H5N1 i kolejnym letalnym szczepem H7N9, który pojawił się tego lata we Wschodnich Chinach będą wymagały zgody władz. Fouchier stwierdził, że rząd ingeruje w wolność akademicką, co nie jest dalekie od prawdy. Wirusolog i jego uczelnia Erasmus MC mają 6 tygodni na wniesienie odwołania do Sądu Apelacyjnego w Amsterdamie. Mamy tutaj do czynienia z fundamentalnym atakiem na wolność naukowej wypowiedzi.

O co bliżej chodzi? Pozwolę sobie zamieścić tutaj mój stary opublikowany w lipcu 2012 roku artykuł odnośnie pracy Rona Fouchiera i jego zespołu. Kontrowersyjna praca Rona Fouchiera udowodniła, iż wirus H5N1 może rozprzestrzeniać się drogą kropelkową. Fouchier i jego grupa badawcza stworzyli groźny szczep, który zarażał fretki (modelowe zwierzęta laboratoryjne) rozprzestrzeniając się w powietrzu. Po raz pierwszy wyizolowany w Hong Kongu w 1997 roku niezwykle patogenny wirus H5N1 przyczynił się do śmierci 300 z 600 zarażonych do tej pory osób. Lecz aby się nim zarazić potrzeba bezpośredniego kontaktu z zainfekowanym ptakiem bądź człowiekiem. Od kilku miesięcy wiadomo, że wirus potrafi wyewoluować na drodze eksperymentalnej, co wzbudziło wśród środowiska medycznego uzasadnione obawy przed wybuchem globalnej pandemii oraz potencjalną możliwością bioterroryzmu.

Fouchier wraz ze swoją grupą badawczą wyizolował szczep wirusa z Indonezji (2005 rok), po czym go genetycznie zmodyfikował dodając trzy mutacje. Pierwsze dwie, Q222L i G224S, zmieniły gen hemaglutyniny (HA) w taki sposób, że jego białko zaczęło wykazywać preferencję przywierania do receptorów typu ludzkiego, a nie do tych zawartych w komórkach ptasich. Trzecia modyfikacja (E627K) zmieniła gen PB2, który bierze udział w kopiowaniu materiału genetycznego wirusa powodując tym samym jego bardziej sprawną replikację. Tak zmodyfikowany szczep H5N1 naukowcy wstrzyknęli do nosów fretek, po czym codziennie przez cztery dni zbierali próbki. Po 10 rundach zmutowany wirus rozprzestrzeniał się w powietrzu infekując fretki znajdujące się w oddzielnych klatkach. Do trzech mutacji Fouchiera doszły dwie kolejne: w genie hemaglutyniny (HA), a mianowicie T156A oddziaływający na wiązania receptora oraz H103Y stabilizujący białko. Pomimo zainfekowania zmutowanym szczepem wirusa fretki nie umarły, co może wskazywać, iż wysoce wirulentny szczep stał się mniej zabójczy.

Publikacja Fouchiera dotycząca zwiększenia wirulencji wirusa ptasiej grypy wywołała liczne obawy dotyczące przede wszystkim wykorzystania 'przepisu' eksperymentu przez bioterrorystów, przypadkowego wydostania się zmutowanego szczepu na zewnątrz pilnie strzeżonego laboratorium i doprowadzenia do wybuchu pandemii czy wreszcie spowodowania infekcji wewnątrz budynku na skutek wypadku przy pracy. Do tej pory H5N1 wymagał do zarażenia bezpośredniego kontaktu z zainfekowanym zwierzęciem bądź człowiekiem, niemniej szacuje się, iż w przypadku wirusa ptasiej grypy śmiertelność sięga od 60 do 80%. Istnieje hipotetyczna możliwość bioterroru, o czym świadczy chociażby 'Amerithrax'. Jesienią 2001 roku tajemniczy seryjny morderca wysłał do siedzib kilku koncernów medialnych i do biur dwóch senatorów listy zawierające niewielkie ilości sproszkowanych przetrwalników wąglika. W następstwie 'Amerithrax' umarło pięć osób, natomiast siedemnaście ciężko zachorowało. W połowie 2008 roku obiektem zainteresowania FBI stał się mikrobiolog Bruce Edward Ivins, który dowiedziawszy się o szykowanym przeciwko niemu oskarżeniu popełnił samobójstwo zażywając nadmierną ilość leków. Ivins pracował w Instytucie Badań Medycznych nad Chorobami Zakaźnymi Armii Stanów Zjednoczonych (USAMRIID) w Fort Detrick w stanie Maryland, skąd prawdopodobnie pochodził użyty do aktów biologicznego terroru szczep wąglika. I choć obecne badania nad H5N1 trwały na tzw. trzecim poziomie bezpieczeństwa biologicznego (Biosafety Level Three) ich rezultatem był wysoce zjadliwy genetycznie zmodyfikowany szczep bardziej odpowiedni dla Biosafety Level 4.

Ron Fouchier nie był jedynym wirusologiem, który przeprowadził kontrowersyjne eksperymenty z wirusem H5N1. 2 maja 2012 roku w "Nature" ukazała się praca japońskiego wirusologa Yoshihiro Kawaoki z Uniwersytetu Wisconsin–Madison, który stworzył wirusa-hybrydę dwóch szczepów H5N1 oraz H1N1 (odpowiedzialnego za wybuch pandemii w 2009 roku).

Linki do obu artykułów w języku angielskim:

"Nature" (Yoshihiro Kawaoka i in.)

http://www.nature.com/nature/journal/v486/n740/full/nature10831.html

"Science" (Ron Fouchier i in.)

http://www.sciencemag.org/content/336/6088/1534.full

Szczep wirusa ptasiej grypy H7N9 według grupy uznanych chińskich wirusologów, epidemiologów i mikrobiologów może przenosić się między ludźmi. Chodzi o transmisję wirusa pomiędzy 60-letnim ojcem a 32-letnią córką - obie osoby po pewnym czasie zmarły. To bardzo rzadki przypadek. Epidemia H7N9 wybuchła w marcu 2013 roku. Zarażone zostały 132 osoby, 43 umarły. Wygląda na to, że szczep H7N9 jest jednym z najbardziej letalnych wirusów ptasiej grypy. Jego źródłem były fermy żywego drobiu w Zheijang wzdłuż wybrzeża.

Więcej tutaj: http://www.bmj.com/content/347/bmj.f4752#ref-6