piątek, 8 maja 2020
Urebxowe tripy po Polsce - II 2020
Przez pewien czas zrezygnowałem z umieszczania zdjęć opuszczonych miejsc tutaj na blogu, gdyż z pewnych względów odechciało mi się moje zdjęcia tutaj publikować. Te względy to przede wszystkim coraz większa popularność aktywności tego typu prowadząca do szybkiego dewastowania nielicznych dobrze zachowanych miejscówek. Ale kilka tripów ze znajomymi miałem - głównie po Polsce, byłem także w kilku opuszczonych miejscach za granicą. Nadal lubię urbex i jeśli natknę się na jakiś opuszczony obiekt to ciągnie mnie do środka. Jeśli mam ku temu okazję to jadę ze znajomymi na cały dzień. Zdjęcia z lutego 2020 roku. Oczywiście lokalizacji nie ujawniam, ale niektóre na pewno zostaną szybko rozpoznane. Na dniach więcej zdjęć z różnych wypraw.
Także trzy opuszczone pałace, opuszczona chatka z pomieszczeniem a la Kolamskop w Namibii oraz wiatrak gigant (wejście w trójkę prawie na szczyt zaliczone, wiało i było niebezpiecznie, ale daliśmy radę).
środa, 6 maja 2020
Forndom "Fapir" (2020) - recenzja
To jest autentycznie piękna i poruszająca płyta i póki co jeden z moich ulubionych niemetalowych albumów 2020 roku. Forndom tworzy szwedzki muzyk Hans Ludvig Harnow Swärd (Heathen Harnow) - śledzę karierę Heathen Harnowa od czasu EP-ki "Flykt" (2015) i jestem pod wrażeniem talentu tego młodego artysty. Przede wszystkim mam wrażenie iż skandynawski neofolk/dark folk Forndom jest autentycznie szczery i głęboko emocjonalny. To są hipnotyczno-ambientowe dźwięki, które dotykają słuchacza, przez 35 minut czasu trwania "Fapir" (stanowczo za krótko, ale dobre i to) przenoszą go w ancestralny świat starych skandynawskich wierzeń i w głąb szwedzkich lasów. Muzyka Forndom nie ma absolutnie nic wspólnego z metalem, ale to nie ma żadnego znaczenia. Osobiście mój gust muzyczny jest bardzo eklektyczny - potrafię najpierw słuchać black metalu czy funeral doom metalu, by potem zachwycać się dźwiękami dark ambientowymi, neofolkowymi, rockowo gotyckimi czy post-punkowymi. Wychodzę z założenia że prawie każdy sub-gatunek agresywnej, mrocznej czy melancholijnej muzyki ma coś do zaoferowania dla wrażliwego słuchacza, dla którego muzyka nie stanowi jedynie tła do codziennych czynności.
Tyle osobistej dygresji. Wróćmy do Forndom. Zachwycają mnie na "Fapir" zróżnicowane wokale Swärda, jego zrytualizowane zaśpiewy jak np. w "Yggdrasil" - tchną autentycznością, są przejmujące. To ogromnie szczere i urzekające ujęcie skandynawskiej tradycji. Bardzo melancholijne i piękne. Ma się wrażenie iż kompozycje na "Fapir" idealnie nadawały by się na soundtrack do jakiejś produkcji historycznej o wędrówce pogańskich wikingów przez zimowy krajobraz lasów i gór. Posłuchajcie otwieracza zatytułowanego "Jakten" i zapewne będziecie mieli podobne skojarzenia.
"Fapir" to zdecydowanie album, którego można słuchać na repeacie w nieskończoność. Doskonale wyprodukowany i działający na wyobraźnię.
https://forndom.bandcamp.com/album/fa-ir
wtorek, 5 maja 2020
Oranssi Pazuzu "Mestarin kynsi" (2020) - recenzja
Chodzi ten album za mną od dłuższego czasu. I nie przeszkadza mi że nowy album awangardowych black metalowców wydała niemiecka wytwórnia Nuclear Blast, a już słyszałem głosy obruszenia. Tak, Niemcy wydają bądź wydawali różnorodną muzykę m.in. kapele gotycko rockowe a la Then Comes Silence czy nieodżałowany Love Like Blood, a nowsze płyty z tego ogromnego labelu jeszcze można bezproblemowo kupić na działach muzycznych. "Mestarin kynsi" ("The Master's Claw") Oranssi Pazuzu ukazał się pod szyldem Nuclear Blast, zatem Finowie będą mieli zapewnioną należytą promocję, na którą zasługują. I tyle.
Black metal Finów jest na wskroś oryginalny, psychodeliczny, narkotyczny. Słuchanie każdego krążka Oranssi Pazuzu to doprawdy bardzo ciekawe doświadczenie. Nie inaczej jest z piątym długograjem Finów "Mestarin kynsi" (2020). To dzieło bardzo płynne i abstrakcyjne, pulsujące od napięcia, zarówno mocno ambientowe, jak i kakofoniczne. Tak naprawdę nie znam zbyt wiele kapel black metalowych, które dorównują Oranssi Pazuzu poziomem psychodelicznej ekscentryczności - przychodzi mi na myśl japoński Sigh, może jeszcze Urfaust z Holandii. Wielowymiarowość muzycznych wpływów na piątym albumie Finów jest doprawdy zachwycająca: od ambientu, free jazzu czy muzyki elektronicznej po krautrock, prog rock czy psychodeliczny rock. Przykładowo ogromnie podoba mi się taneczny początek "Kuulen Aania Maan Alta", który gładko przechodzi w intensywną kakofonię. Najbardziej ekstremalnym i hałaśliwym numerem na "Mestarin kynsi" jest ostatni - "Taivaan Portti", który jest zarazem moim najmniej ulubionym. Może dlatego że jest nazbyt jednostajny. Z drugiej strony ten najcięższy na płycie numer jest idealnym jej zwieńczeniem. Reszta płyty to bez dwóch zdań psychodeliczne arcydzieło, które może być twardym orzechem do zgryzienia dla wielbicieli bardziej 'tradycyjnych' black metalowych brzmień. Polecam w trakcie słuchania zamknąć oczy i dać się ponieść takim utworom jak 10-minutowy majstersztyk "Uusi teknokratia".
Odsłuch: https://oranssipazuzu.bandcamp.com/album/mestarin-kynsi
poniedziałek, 4 maja 2020
Makabryczne morderstwo Pauliny na Pomorzu
Czasem rzuci mi się w oczy jakaś rodzima sprawa kryminalna, która jest niezwykle okrutna i na swój sposób przejmująca. Od blisko dwóch miesięcy trwały bezskuteczne poszukiwania 23-letniej Pauliny Pianki spod Łomży. Jak informują rozmaite gazety i portale dziewczyna mieszkała w Warszawie wraz ze współlokatorką, z którą 7 marca 2020 roku pokłóciła się, po czym opuściła mieszkanie i udała się do swojego byłego chłopaka, 20-letniego Patryka D. zamieszkującego w Nowym Dworze Gdańskim (konkretnie Żelichowo). Z zeznań znajomych Pauliny i Patryka wynika, że para poznała się przez internet. Chłopak był inteligentny (wygrał jakiś szkolny konkurs geograficzny), słuchał muzyki metalowej i interesował się okultyzmem, horrorami, minerałami, bronią białą i średniowieczem. Lubił spacerować nocami po lesie, był skryty, agresywny i nieobliczalny, a także chorobliwie zazdrosny. Znalazłem kilka jego zdjęć umieszczanych przez różne osoby na Facebooku. Nie było to trudne.
Znalazłem kilka informacji o Patryku D. - co raz się pojawi w sieci to już nie zginie. Ulubione zespoły to m.in. Behemoth, Marilyn Manson, Drowning Pool, Apocalyptica, Three Days Grace i Godsmack. Ciekawa mieszanka stylistyczna - jedyną kapelą metalową z tego grona jest Behemoth. Zainteresowania obojga poniżej (zapewne przez nie się poznali i dzięki nim zaczęli się spotykać, być może Paulina zaczęła się interesować tym czym Patryk, by się do niego zbliżyć):
https://pl.pinterest.com/patryk7265/
https://pl.pinterest.com/paulinap0533/?invite_code=6da953ecc42b4db79a3bb33b1071db8a&sender=611645330550689583
Przejrzałem też zainteresowania Pauliny: malarstwo romantyczne, horrory (też je uwielbiam), psychologia, opuszczone miejsca (urbex jest świetny), czarownice i moda gotycka. Bardzo ciekawe i wrażliwe zainteresowania, których przynajmniej część podzielam. Czemu to piszę? Bo prasa i osoby postronne widząc takie 'mroczne' zainteresowania od razu z automatu uznają osoby interesujące się takimi rzeczami za dziwaków, odmieńców albo jeszcze lepiej 'satanistów'.
Od razu zaznaczam że sam w mojej młodości przez chwilę interesowałem się okultyzmem i do tej pory słucham ciężkiej muzyki metalowej oraz uwielbiam horrory. I nigdy nikogo nie skrzywdziłem i nie skrzywdzę.
Ciekawe są dwa smsy, które wysłał Patryk (nie Paulina) do matki dziewczyny (plus jeden do jej współlokatorki w Warszawie) m.in. o następującej treści: "Mieszkanie mamy na teraz, potrzebuję czasu dla siebie, by żyć na własny rachunek. To może potrwać dwa miesiące. Blokuję was wszystkich, jak coś ja teraz się odezwę."Gdybym dostał smsa takiej treści to od razu wiedziałbym, że stało się coś dziwnego, niepokojącego. Patryk wyłączył telefon dziewczyny i usunął jej profile z mediów społecznościowych, zatem musiał mieć swobodny dostęp do jej haseł i kont. Umiał wszystko starannie zaplanować.
Paulina Pianka została brutalnie zamordowana, a jej były chłopak poćwiartował jej zwłoki i częściowo obdarł ze skóry. Gdy czytałem ten fragment artykułu od razu miałem skojarzenia z głośnym morderstwem studentki Katarzyny Z. w Krakowie sprzed kilku lat, o którym zresztą tutaj pisałem, gdyż ta zagadkowa i makabryczna sprawa długo nie dawała mi spokoju. Chcąc pozbyć się zwłok Patryk rozrzucił rozczłonkowane części ciała swojej dziewczyny po polu w okolicach miejscowości Piotrowo na Żuławach. Wyszło także na jaw, że w trakcie oprawiania i ćwiartowania ciała kręcił filmiki, które mają być dowodem w sprawie i zostały znalezione na jego komputerze. Młody mężczyzna został zatrzymany 30 kwietnia 2020 roku w Nowym Dworze Gdańskim, przyznał się do winy i wskazał policji miejsce ukrycia szczątków dziewczyny. Przeprowadzona została wizja lokalna z udziałem młodego oprawcy. Wcześniej Patryk twierdził, że odprowadził dziewczynę na przystanek i po prostu się rozstali.
Zastanawia mnie okrucieństwo tego morderstwa, choć nadal nie dowiedziałem się z prasy gdzie i w jaki sposób Patryk zamordował i czym poćwiartował swoją byłą dziewczynę. EDIT: W prasie wyczytałem że dziewczyna została uduszona i poćwiartowana na polu. Tam też na polu koło wsi Piotrowo sprawca zakopał części ciała dziewczyny w workach, a jej odciętą głowę wyrzucił do rzeki. Motywem miała być zemsta za to, że go rzuciła. Zastanawiam się czy przed śmiercią Paulina była psychicznie i fizycznie torturowana, co świadczyłoby o tym że sprawca mógł czerpać przyjemność z zadawania jej bólu. Poćwiartowanie zwłok ofiary z jednej strony może oznaczać oczywistą chęć sprawcy do łatwiejszego przetransportowania i pozbycia się zwłok, z drugiej strony sam akt rozczłonkowania zwłok (i kręcenia tego procesu komórką) mógł mieć dla Patryka psychologiczne znaczenie. Nie znam wszystkich szczegółów tej sprawy, ale również to że wcześniej podobno dręczył i zabijał koty mogło być niepokojące. Dręczenie i zabijanie zwierząt oznacza, iż sprawował władzę i kontrolę nad słabszymi organizmami zdanymi na jego łaskę. Tę sprawę będę śledził, choć jest smutna i przerażająca. Ilu takim makabrycznym morderstwom można by było zapobiec, gdyby młodzi ludzie nie ukrywali różnorodnych znajomości przed zewnętrznym światem (np. osobami bliskimi), a już zwłaszcza tych romantycznych.
Źródło zdjęć: żuławytv, tvpInfo.
Link: https://zulawytv.pl/7981/nowy-dwor-gd-byly-chlopak-dokonal-bestialskiego-mordu-na-swojej-dziewczynie
https://www.tvp.info/47771520/alarm-wyslala-dwa-tajemnicze-smsy-i-zniknela
https://vod.tvp.pl/video/alarm,07052020,47609026
No i na sam koniec kilka przemyśleń. Często pokładamy zaufanie w osobach nam obcych, których tak naprawdę dobrze nie znamy. Paulina zaufała osobie, która okazała się jej oprawcą, była od niego uzależniona. Tym bardziej że doznała w Warszawie jakiegoś traumatycznego doświadczenia, została przez kogoś upokorzona. Była zapewne osobą wrażliwą i dobrą, która szukała wsparcia, miłości i zrozumienia, a poniosła okrutną śmierć. To jest w tej sprawie najtragiczniejsze. Czasem odnoszę wrażenie, że to nie jest bezpieczny świat dla młodych kobiet.
EDIT w 2023 r: Trochę nowych faktów dotyczących makabrycznego mordu dokonanego przez Patryku D. na Paulinie Piance dowiedziałem się z kanału na YT Zbrodnia i kara (link na końcu). Do zaplanowanego i popełnionego z zimną krwią morderstwa doszło 8 marca 2020 roku. Patryk poddusił Paulinę, która straciła przytomność, a następnie cucił ją amoniakiem. Poćwiartowane części ciała Pauliny znajdowały się w opuszczonym budynku, który Patryk znał i do którego chodził niemal codziennie. Aż dziw bierze, że nie dotarli tam ciekawscy urbexiarze. Oprawca zakopał je na kilka godzin przed ich odnalezieniem 20 kwietnia. Nagrania zapisu morderstwa Patryka zostały puszczone na rozprawie sądowej. Młody i poczytalny mężczyzna został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Jeśli wyjdzie kiedyś na wolność (po 25 latach), to czy zabije znowu?
https://www.youtube.com/watch?v=HzUeWYmtl8Y
Patryk Doliński na rozprawie sądowej:
sobota, 2 maja 2020
Stephen King "Jest krew..." - recenzja
Nadrabianie zaległości książkowych w trakcie pandemii Covid19 to znakomity pomysł, by odreagować, przenieść się w inną, mniej lub bardziej realną rzeczywistość. Książki stanowią idealną wręcz odskocznię, gdy Czytelnik przebywa w kwarantannie czy stosuje się do zasady dystansowania społecznego. Pomagają przezwyciężyć nierzadko dotkliwe poczucie wyalienowania, szczególnie obecne w trakcie przymusu zamknięcia. Wpadła mi ostatnio w ręce (w sumie dość niespodziewanie) najnowsza antologia opowiadań Stephena Kinga "Jest krew..." (wydawnictwo Prószyński i Spółka). I skoro już do mnie dotarła stwierdziłem, że przeczytam ją z przyjemnością, gdyż literackie horrory i antologie opowiadań grozy Stephena Kinga takie jak "Carrie", "Lśnienie", "Miasteczko Salem", "Nocna zmiana", "Cujo", "Smętarz dla zwierząt" czy "Misery" stanowiły istotną część mojego dzieciństwa i młodości. Potem na długie lata przestałem śledzić poczynania pisarskie Kinga, który jest niezwykle płodnym i kasowym pisarzem posiadającym ogromne grono wielbicieli. "Jest krew..." jest zatem moim powrotem do twórczości Amerykanina po długim okresie odstawienia jego bestsellerowej literatury. Czy powrotem na stałe? Czas pokaże.
Na "Jest krew..." składają się cztery z wprawą skonstruowane i trzymające w napięciu opowieści: "Telefon Pana Harrigana", "Życie Chucka", "Jest krew, są czołówki" i "Szczur". Opowiadanie pierwsze ("Telefon Pana Harrigana") King oparł na zapamiętanym mgliście w czasach dzieciństwa horrorze, w którym główny bohater bojąc się pogrzebania żywcem kazał zainstalować telefon w swojej krypcie. W "Telefonie Pana Harrigana" pojawia się jakże charakterystyczny dla gotyckich dreszczowców motyw zemsty zza grobu - czynnikiem sprawczym karania osób czyniących zło staje się ukryty w kieszeni nieboszczyka model iPhone'a pierwszej generacji. Opowiadanie dowcipne, momentami czułe i empatyczne, momentami budzące grozę. Czy nie chcielibyście zadzwonić pod numer waszego zmarłego przyjaciela czy członka rodziny, by choć ten jeden ostatni raz usłyszeć jego nagrany głos?
"Życie Chucka" to z kolei opowieść chyba najbardziej pokręcona i surrealistyczna, której wiodącą postacią jest umierający na glejaka mózgu 39-letni biznesmen Chuck. Początkowo mocne i apokaliptyczne opowiadanie składa się tak naprawdę z trzech części, w których śmierć, dorosłość i dzieciństwo Chucka zostają nakreślone w odwrotnej kolejności. Pojawiają się wątki nadnaturalne oraz typowa dla twórczości Kinga empatia, szczególnie widoczna w drugim segmencie "Życia Chucka", w którym ten facet o wyglądzie typowego biznesmena spontanicznie zaczyna tańczyć niesiony energiczną muzyką ulicznego bębniarza. I wspomnieniami z czasów muzykowania w podrzędnej kapeli The Retros.
Najdłuższym i najbardziej trzymającym w napięciu opowiadaniem antologii jest "Jest krew, są czołówki". Ciekawa jest geneza powstania tego opowiadania będącego swoistym sequelem "Outsidera", powieści Kinga, której nie miałem jeszcze okazji czytać. King zaczął zauważać, iż istnieje bardzo specyficzna grupa lokalnych korespondentów telewizyjnych, którzy pojawiają się zawsze tam, gdzie dochodzi do wydarzeń ociekających krwią, rozpaczą i traumą: masowych morderstw, katastrof lotniczych, aktów terroryzmu, katastrof naturalnych. Tutaj spragnionym agonii, krwi i cierpienia outsiderem staje się reporter Chet Ondowsky, który zjawia się jako pierwszy na miejscu tragicznego zamachu bombowego w szkole, w którym giną dzieci. Na jego trop wpada odważna detektyw Holly Gibney i w finale dochodzi do złowieszczej konfrontacji. Jest krew. Są nagłówki. Od siebie dodam: jest klikalność.
Osią finałowego opowiadania antologii, czyli "Szczura" jest iście faustowski zakład o odniesienie sukcesu komercyjnego związanego z publikacją pierwszej powieści. Ten zakład zawiera zmagający się z słowem pisanym, gorączkujący i powoli popadający w szaleństwo pisarz ze szczurem, który mówi. Całkiem żartobliwa, acz niepokojąca opowiastka o tym jak wielu pisarzy na świecie walczy z napisaniem powieści, a lepiej wychodzą im opowiadania.








































































