niedziela, 8 stycznia 2017

Opuszczony PGR i nadejście umiarkowanej zimy



















Pierwszy w miarę solidny opad śniegu w Poznaniu i okolicach. Aby się jemu przyjrzeć i porobić trochę zdjęć udałem się do najbliższego mi opuszczonego miejsca (zrujnowany PGR), w którym byłem już wielokrotnie. Przyprószone śniegiem ruiny nad zamarzniętym jeziorem Kierskim prezentowały się całkiem ładnie. Lubię tam od czasu do czasu przychodzić i obserwować nieuchronny rozkład tego miejsca. Ludzie ciągle gdzieś pędzą przed siebie, a opuszczone miejsca stoją cierpliwie dopóki nie pochłonie ich piętno czasu. Cenię sobie melancholię takich miejsc.

Nagrania:

https://www.youtube.com/watch?v=rL5QMrADI6I
https://www.youtube.com/watch?v=bJ6z9-9T2-U

piątek, 6 stycznia 2017

Smutna historia Katelyn Nichole Davis


















Zdarza mi się zaglądać na Liveleak i inne tego typu portale, które umożliwiają użytkownikom publikację plików video. Do Internetu trafiają najprzeróżniejsze nagrania: od wyznań osobistych, zapisów koncertów czy katastrof naturalnych po amatorski seks, zapisy tortur, morderstw i egzekucji czy znęcania się nad zwierzętami. Niektórych materiałów umieszczonych w Internecie nie da się tak po prostu odzobaczyć, gdy raz się już obejrzało. W dobie zamachów terrorystycznych, wojny w Syrii, krwawych buntów w więzieniach czy bezlitosnych walk gangów narkotykowych o wpływy często do sieci trafiają materiały, które po prostu przerażają. Dziś rano natrafiłem na zapis samobójstwa 12-letniej Katelyn Nichole Davis z Polk County, Georgia, USA. Dziewczynka powiesiła się na drzewie blisko swojego domu 30 grudnia 2016 roku. Do zapisu tragicznej próby samobójczej użyła streamu Live.me. Zapis trwa 42 minuty. Katelyn ustawia kamerę, mierzy sznur, w tle słychać odgłosy przejeżdżających samochodów, ćwierkanie ptaków i szczekanie psów. Potem płacząc długo przeprasza osoby najbliższe, wchodzi na wiadro, zaciska pętlę na szyi i się wiesza. Jej agonia trwa krótko. Gdy matka zaczyna jej szukać i do Katelyn wydzwaniać jest już za późno.

Dziewczynka na krótko przed swoją śmiercią założyła konto na Youtube i wrzuciła dwa nagrania. Prowadziła też (jako Dolly) internetowy dziennik "Diary of a Broken Doll", który już jest usunięty. W dzienniku opisuje między innymi związek z fikcyjnym sieciowym (creepypasta) charakterem Ben Drowned, kiepskie warunki bytowe w domu, w którym mieszkała, a także zmagania z depresją. Zapis dziennika z 27 grudnia dotyczy relacji Dolly z jej ojczymem, którego dziewczynka oskarża o psychiczne, fizyczne i seksualne znęcanie. W ostatnim zapisie dziennika Katelyn pokazuje rany, które sobie zadała i zaczyna otwarcie pisać o samobójstwie, które ma zamiar popełnić.

Smutne i wstrząsające nagranie będące niesłyszanym krzykiem o pomoc, która jednak nie nadeszła. Katelyn udała się w miejsce niedaleko domu, nie zabiła się od razu - jakby czekała przez chwilę aby ktoś ją odnalazł, uczynił jej życie lepszym, bardziej wartościowym. Rodzice często nie umieją w porę dostrzec sygnałów ostrzegawczych związanych z własnym potomstwem. Nie interweniują kiedy trzeba, gdyż są zbyt zabiegani. Także przyjaciele czy znajomi dziecka/nastolatka/osoby dorosłej ze skłonnościami samobójczymi często nie dostrzegają że coś złego dzieje się z daną osobą. A wystarczy tylko zwracać uwagę, obserwować i zareagować. Zdaję sobie w pełni sprawę że samobójcy umieją się maskować i internalizują negatywne emocje, ale tak czy owak w przypadku zagubionej Katelyn ktoś mógł zauważyć jej stan i zadziałać. Jej rodzina wiedziała o depresji dziecka, ale coś poszło nie tak. Historia jakich wiele, ale jednak napawająca smutkiem i szokująca. Sam nie należę do osób przesadnie optymistycznych, jestem typem outsidera, miewałem w życiu bardzo negatywne myśli i chwile, dlatego też tego typu zdarzenia rezonują ze mną. Wierzę jednak że takim jednostkom jak Katelyn można pomóc, trzeba tylko chcieć i umieć. A to że nierzadko dzieci zbyt szybko pragną stać się dorosłe to już całkiem inna sprawa. Łatwiej ujawnić im emocje anonimowo w Internecie niż w realu.

http://thedailyhaze.com/12-year-old-katelyn-nichole-davis-hang-livestream/
http://imgur.com/a/jNd41

Kanał Youtube Katelyn: https://www.youtube.com/channel/UCl_BN-qMurMoxdnUfK16iHg/videos (usunięty, ale jej dwa przedśmiertne nagrania można tak czy owak znaleźć na Youtube).

Zapisu samobójstwa Katelyn nie zamierzam tutaj wrzucać.

EDIT: Widzę że dopiero teraz (ponad dwa tygodnie od tragedii) rodzime media się obudziły i opisują historię Katelyn. No cóż, lepiej późno niż wcale. Pogrzeb dziewczynki odbył się 6 stycznia 2017 roku w Cedartown. Zapisu jej samobójstwa (który stał się viralem) zapewne nie da się już z sieci usunąć.

Ukazało się wiele livestreamów Katelyn sprzed jej samobójczej śmierci. Dobitnie pokazują w jakich ubogich warunkach dziewczynka żyła: zero prywatności, awantury z zadłużoną matką, itd. Wiele dzieci czy nastolatków żyje w taki sposób gdzieś daleko czy obok szukając ciepła, zrozumienia i zainteresowania. W trakcie oglądania tych nagrań nie da się wyrzucić z pamięci smutku w oczach dziewczynki. Wydaje mi się że te nagrania powinny być oglądane - ku przestrodze. Link poniżej:

https://www.youtube.com/channel/UCUILVwPW4k5sQzaGIBLGlhA/videos

Niestety nie pierwszy to i nie ostatni przypadek samobójstwa online. Ongiś pisałem o 21-letnim Szwedzie Marcusie Jannesie, który także postanowił zaprezentować swoją śmierć na żywo.

http://dtbbth.blogspot.com/2013/08/genesee-hotel-historia-pewnego-zdjecia.html

Lisa Randall "Ciemna materia i dinozaury" - recenzja

Pierwsza książka przeczytana w 2017 roku. W jaki sposób połączyć oddziałującą jedynie grawitacyjnie ze zwykłą materią ciemną materię z zagładą dinozaurów 66 milionów lat temu? Na to pytanie stara się odpowiedzieć w swojej najnowszej książce "Ciemna materia i dinozaury" fizyk teoretyk Lisa Randall z Uniwersytetu Harvard, autorka trzech książek o fizyce cząstek (mikroskala) i kosmologii (makroskala). To moja pierwsza przeczytana książka Lisy Randall, niestety nie miałem jeszcze okazji przeczytać jej poprzednich dzieł popularyzatorskich: "Ukryte wymiary Wszechświata" i "Pukając do nieba bram". Postaram się jednak nadrobić te braki w przyszłości, choć tak naprawdę książek, które chciałbym przeczytać jest mnóstwo.

W "Ciemnej materii i dinozaurach" bardzo przypadła mi do gustu interdyscyplinarność tej akurat pozycji - oprócz rzetelnie przedstawionej wiedzy z zakresu kosmologii, astrofizyki i fizyki cząstek Lisa Randall sięga także po informacje z zakresu geologii czy biologii. Omówione zostają w fascynujący sposób najsłynniejsze upadki meteoroidów np. Tunguska z 30 czerwca 1908 roku czy Czelabińsk (26 luty 2013 roku), a także zagłada dinozaurów spowodowana impaktem na granicy kredy i paleogenu 66 milionów lat temu spowodowana najprawdopodobniej upadkiem komety bądź planetoidy (pozostałością tego straszliwego w skutkach impaktu pozostaje krater uderzeniowy Chicxulub o szerokości 180 kilometrów znajdujący się w Zatoce Meksykańskiej). Oczywiście główne założenie książki, czyli to że ciemna materia w pośredni sposób przyczyniła się 66 milionów lat temu do wyginięcia dinozaurów jest dość spekulatywne. Według Randall wewnątrz dysku zwykłej materii, która formuje Galaktykę Drogi Mlecznej znajduje się cieńszy dysk ciemnej materii. Słońce krążąc po swojej orbicie wokół centrum Galaktyki przechodzi przez ów dysk ciemnej materii czego rezultatem są perturbacje grawitacyjne, które destabilizują ciała niebieskie (komety długookresowe) w Obłoku Oorta, co z kolei prowadzi do zagrożenia Ziemi uderzeniami impaktów. Na pewno rodzi się pytanie czy za ekstynkcją dinozaurów i uzyskaniem przewagi przez ssaki rzeczywiście stała kometa z Obłoku Oorta czy może asteroida? Koncepcja Lisy Randall wydaje się być fascynująca, choć niewątpliwie mamy tutaj do czynienia z doskonałym eksperymentem myślowym, który wymaga jeszcze bardziej pogłębionych badań i silniejszych dowodów.

Książka jest napisana w sposób przystępny i okraszona wyrazistymi zdjęciami i ilustracjami. Autorka podzieliła ją na trzy części: I - Ewolucja Wszechświata, II - Aktywny Wszechświat i III - Tożsamość ciemnej materii. W I i III części Czytelnik odnajdzie najwięcej informacji z zakresu kosmologii i astrofizyki (ciemna materia i kulisy jej odkrycia, ciemna energia, kosmiczne promieniowanie tła, Wielki Wybuch, ekspandujący Wszechświat, itd.) Osobiście najbardziej zafrapowała mnie część druga, w której Lisa Randall skupia się na kometach i planetoidach, efektach i cykliczności ich upadków, badaniach kraterów impaktowych, pięciu wymieraniach z naciskiem na kredowo-paleogenowe czy przyszłych zagrożeniach ze strony meteoroidów.

Mam jednak trzy zastrzeżenia do tłumaczenia: na stronie 268 pojawia się "odkrycie kwasu szokowego", raczej chodzi o tzw. kwarc szokowy pochodzący z impaktu. Str. 72 - mikrofalowe (reliktowe) promieniowanie tła odkryte zostało przez Penziasa i Wilsona w 1965 roku, a nie w 1963 roku. Str. 143 - "Na początku 2014 roku sonda Stardust zebrała i przeanalizowała cząstki pyłu kometarnego z komy komety Wild 2, a następnie w 2006 roku wróciła z próbkami na Ziemię." - To zdanie czasowo nie trzyma się kupy. Poprawnie - "Na początku 2004 roku..."

Recenzja niniejsza ukazała się także na portalu naTemat.pl

piątek, 30 grudnia 2016

Poznańskie szachty (glinianki) oraz opuszczona cegielnia Kotowo



















Dziś mroźnym porankiem w ramach ostatniej wyprawy urbexowej w 2016 roku wybrałem się nad poznańskie glinianki (wyrobiska górnicze po odkrywkowej eksploatacji gliny, inaczej szachty, stawy powyrobiskowe), aby dotrzeć do ruin cegielni Kotowo, która zaprzestała działalności w latach 90-tych XX wieku. Jakoś nigdy nie było mi po drodze z gliniankami Rudnicza i starą cegielnią, a tereny są to piękne i warte długiego spaceru. Stara cegielnia przez wiele lat produkowała materiały budowlane aż w końcu zaprzestała działalności. Pozostała smutna i przygnębiająca ruina malowniczo położona nad stawami. Nikt tego obiektu nie pilnuje, choć ku mojemu zaskoczeniu został on odgrodzony taśmami na świeżo umiejscowionych palikach. Czyżby jakiś developer chce w przyszłości wyburzyć to miejsce pod kolejne niezbędne dla ludzkości osiedle? Wcale bym się nie zdziwił. Obecnie niektóre opuszczone miejsca są wyburzane, wysadzane, poddawane rozbiórce pod osiedla mieszkalne, domy handlowe czy inne developerskie fantazje. Typowy przykład to Pstrąże, ale doszły mnie ostatnio słuchy o rozbiórce niedokończonego parkingu we Wrocławiu. Miejsca tak szybko znikają z powierzchni ziemi że warto je fotografować ku potomności - wielbiciele miejskiej eksploracji to robią i za to im chwała. Widzę w takim działaniu jakiś głębszy sens. Zamrozić takie miejsca w czasie, zachować je na zdjęciach dla tych, którzy kiedyś w nich żyli, pracowali i snuli plany. A także dla kolejnych pokoleń. Opuszczone miejsca to zwiastuny depopulacji.

Wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzącego 2017 roku dla moich Czytelników, jeśli w ogóle jacyś są. Blogowania i urbexu w nadchodzącym roku nie zarzucę, choć mogę działać w tych kierunkach rzadziej.

Zapis filmowy wyprawy (nie stracicie dużo czasu - to gwarantuję):

https://www.youtube.com/watch?v=5YCUkrA4RHU
https://www.youtube.com/watch?v=EImlRTyH4eg
https://www.youtube.com/watch?v=-DA5dl_r11s
https://www.youtube.com/watch?v=7qFuSGpKr4I
https://www.youtube.com/watch?v=BB66qTe4tNc
https://www.youtube.com/watch?v=7mVPWvrrpIM
https://www.youtube.com/watch?v=OlqaK9vfQYs

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Furia "Księżyc milczy luty" (2016) - recenzja














Coraz rzadziej piszę recenzje płyt za co z góry przepraszam. Ostatnio rzadko mam czas, aby uważnie przesłuchiwać wypluwane przez scenę metalową (i nie tylko) nowe albumy. Uważam że muzykę należy smakować, zagłębić się w nią, a nie od tak sobie wrzucić by leciała jako tło. Niestety dziesiątki innych bodźców, okoliczności czy stresorów rozprasza powodując deficyt uwagi - nadto albumów z faworyzowaną przeze mnie ogólnie pojętą muzyką metalową wychodzi codziennie przynajmniej kilka. Nie jestem w stanie wszystkiego co mnie zainteresuje przesłuchać, choćbym nawet chciał. Poza tym mam inne obowiązki i zainteresowania - blog niniejszy nie miał być blogiem stricte muzycznym i recenzenckim, bo takich blogów są w Polsce dziesiątki (niektóre są pisane przez ludzi, którzy znają się lepiej na ciężkim graniu niż ja). Miał jednak stanowić wypadkową moich różnorodnych zainteresowań - naukowych, muzycznych, jak i pozamuzycznych, itd. Ale niektórych płyt, które do mnie trafiają nie sposób zignorować. Taka jest Furia "Księżyc milczy luty" (2016) - album, który dostrzegła nawet mainstreamowa prasa (z reguły ignorująca metal i pochodne). Płyta, która w osobistych rankingach wielu dziennikarzy i blogerów muzycznych z Polski zawędruje zapewne na początek rankingu najlepszych krążków 2016 roku. Ja jednak w takie rankingi się nie bawię, bo i po co?

Już w przypadku mini-albumu "Guido" (2016) zachwycałem się skłonnością Furii do eksperymentowania w obrębie black metalowej konwencji. Nie inaczej jest w przypadku "Księżyc milczy luty" - pierwsze co się rzuca w oczy podczas słuchania tego materiału to jego bluesowość, ba, niektóre fragmenty "Za ćmą w dym" czy "Tam jest tu" kojarzyły mi się z muzyką do spaghetti westernów. Katowicka Furia szczyci się tworzeniem muzyki melancholijnej, psychodelicznej, abstrakcyjnej, zapętlonej, mistrzowskiej pod kątem operowania zmianami tempa, co zostaje pierwszorzędnie uwypuklone na "Księżyc milczy luty". Nie brakuje oczywiście bardziej agresywnych black metalowych fragmentów (jak np. eksplozja hałaśliwej agresji w "Tam jest tu"), ale są one w mniejszości. Generalnie "Księżyc milczy luty" jest albumem na tyle zróżnicowanym i eklektycznym że powinien przyciągnąć (i przyciąga) także ludzi nie mających do tej pory styczności z black metalem i jego mroczno-mizantropijną estetyką. Coś a la krakowska Mgła, która ma fanów nawet wśród hipsterów.

Znowu intryguje mnie niejednoznaczna warstwa liryczna Furii mocno osadzona w śląskim folklorze oraz kłaniająca się tamtejszym kopalniom i górniczym hałdom (ciekaw jestem czy wśród górników znajdą się fani Furii czy Morowe?) "Za ćmą, w dym" - Dlaczego ćmy są wielbicielkami ognisk i rozświetlonych lamp? Wedle teorii kompasu świetlnego ich latarnią morską były Księżyc czy gwiazdy - nocne motyle nie odróżniają jednak światła sztucznego od naturalnego. Ono je przyciąga, po czym miotają się wokół niego i giną. Wełnowiec to zaś część dzielnicy Katowic granicząca z Siemianowicami Śląskimi - w Wełnowcu funkcjonowały od XVII i XVIII wieku kopalnie oraz huta cynku "Helena". Jednym słowem małe zagłębie górniczo-hutnicze. Siemianowice Śląskie to oczywiście kolejne kopalnie i huty, w tym słynna huta "Laura" (wybudowana w 1836 roku, potem znana jako "Jedność") dawniej produkująca wyroby stalowe, rury i szyny. Na "Księżyc milczy luty" Nihil nawiązuje też do słowiańskiego kultu ognia, na którego czele stały pogańskie bóstwa Swarożyc i Swaróg. W "Ciele" żar świata skłania część duszy do wyrywania się z ciała. Zaintrygowało mnie także sformułowanie w "Grzej" - "do chrostu ci pod brzuchem pójdę" - "chrosta" to po prostu krosta (wokalista Furii lubi bawić się slangowymi formami językowymi, często niepoprawnymi). "Jak iskra w płomienie rośnie" - wystarczy jedna iskra i pożar gotowy. Może to być np. iskra spod kół hamującego pociągu, która wywołała największy w Polsce pożar (Rudy Raciborskie, rok 1992). Z kolei w "Zwykłe czary wieją" wyraźnie czuć zapach hałd - obok przytoczonej już huty "Laura" pojawia się także tajemnicza huta "Luna" (Księżyca) oraz pustelnia w odosobnieniu której należy szukać odpowiedzi.

Takie moje osobiste dywagacje. Lubię dzięki płytom muzycznym dowiadywać się nowych rzeczy. Niestety wyczytałem że siemianowicka huta "Laura" została wyburzona. Po przemyśle w Siemianowicach zostały tylko wspomnienia. Nie ma to jak niszczyć opuszczone zakłady przemysłowe pod mieszkania i niezbędne do życia pasaże handlowe. Jako miłośnika Urban Exploration wkurwia mnie to bardzo.

http://www.straznicyczasu.pl/viewtopic.php?t=2703
http://maciejmutwil.blogspot.com/search/label/Siemianowice%20%C5%9Al%C4%85skie

Nie związane z tematem, ale dziś zmarła Vera Rubin (1928-2016) - wybitna astronom, która przyczyniła się do odkrycia niewidocznej ciemnej materii (poprzez obserwacje rotacji galaktyk) i za swoje badania nad nią nie otrzymała Nagrody Nobla. Z kobiet nauki w tym roku odeszła także fizyk Deborah Jin.

sobota, 24 grudnia 2016

Kevin Dutton, Andy McNab "Odkryj w sobie psychopatę" - recenzja

Z ogromną rezerwą, by nie rzec niechęcią podchodzę do złotoustych mówców czy trenerów motywacyjnych, którzy za grube pieniądze próbują zmotywować ludzi do działania i osiągania sukcesów. Owszem, jest to sprytny pomysł na biznes i golenie słabszych jednostek z kasy, ale równie dobrze można pójść do księgarni i zakupić jakąkolwiek książkę motywacyjną i próbować stosować się do zawartych w niej rad. No dobrze, może nie jakąkolwiek, bo większość pozycji z tego segmentu wydawniczego jest gówno warta. Jednak "Odkryj w sobie psychopatę" Kevina Duttona i Andy McNaba warto zakupić i przeczytać, tym bardziej jeśli się wcześniej miało styczność z wcześniejszą książką Duttona "Mądrość psychopatów" (którą przeczytałem i polecam). Kevin Dutton to brytyjski psycholog specjalizujący się w psychopatii - pracę naukową dzieli między badania laboratoryjne i popularyzację psychologii. Czarujący i bezwzględni w swych poczynaniach psychopaci fascynują go i to im poświęca swoje książki. Laikom psychopata zazwyczaj kojarzy się z okrutnym i pozbawionym empatii mordercą/przestępcą, który perfekcyjnie zarzuca sieć, osacza swoją ofiarę i osiąga wirtuozerię w sztuce manipulacji. Rzeczywiście tacy mordercy funkcjonowali w społeczeństwie np. Ted Bundy, Richard Kuklinski czy Dusiciele z Hillside. Ludzie pozbawieni wszelkich skrupułów, zimni jak lód, nieczuli na ból i cierpienie innych osób. Jednak to mylne i niepełne wyobrażenie, ponieważ Dutton wprowadza podział na złych i dobrych psychopatów. Dobrzy psychopaci charakteryzują się emocjonalnym oddaleniem od innych i odnoszą sukcesy jako dyrektorzy generalni korporacji, prawnicy, dziennikarze, sprzedawcy, neurochirurdzy, policjanci, żołnierze jednostek specjalnych, maklerzy giełdowi czy pracownicy służby cywilnej. Wiele psychopatycznych cech posiada przyjaciel Duttona i dawny żołnierz SAS Andy McNab, autor poczytnej (choć częściowo podbarwionej fikcją) książki "Bravo Two Zero" (1993), który często wypowiada się w "Odkryj w sobie psychopatę" przytaczając rozmaite historie z czasów młodości, służby w jednostce specjalnej oraz niebezpiecznych misji wojskowych. Jakie są zatem wyznaczniki psychopatycznej osobowości? Wdzięk, charyzma, odwaga, odporność na stres, zorientowanie na cel (te dwa wyznaczniki brzmią jakby były żywcem wyjęte z wielu ogłoszeń o pracę - uwaga! psychopaci poszukiwani :-)), brak skrupułów nie wykluczający jednak całkowitego braku empatii (chyba że jest się tym złym psychopatą), wreszcie mentalna twardość (czyli po prostu bycie twardym jak bruk). Dzięki tym cechom można być produktywnym w biznesie, polityce czy w życiu prywatnym, można stać się skutecznym człowiekiem sukcesu. Trzeba jednak umieć te cechy należycie wypoziomować, aby nie zrujnować życia osobom z bliskiego otoczenia. Dobry psychopata umie to zrobić. Książka Duttona i McNaba jest nieco kontrowersyjna, gdyż nawet ci 'dobrzy' psychopaci potrafią być niebezpieczni, bezwzględni, pozbawieni empatii i poczucia odpowiedzialności. Po lekturze książki zacząłem się zastanawiać czy osobowość introwertyczna (czyli wypisz wymaluj ja) może stać się osobowością pewną siebie, odważną, bezwzględną, chłodną emocjonalnie? Czy jest to w ogóle możliwe? W pewnym zakresie zapewne tak, ale na pewno nie jest to takie proste. Dutton jako przykład osobowości psychopatycznej przywołuje m.in. Winstona Churchilla. Niebezpiecznie zaczyna robić się wówczas gdy suwaki z cechami psychopatycznymi zostają podkręcone na maksimum - tak jak już wspominałem trzeba umieć te cechy wypoziomować, redukować. Wyłączyć empatię, kiedy trzeba, przestać się bać w sytuacjach stresowych, nie przejmować się niepowodzeniami czy odrzuceniem (mieć to gdzieś, pieprzyć to), być przygotowanym na wyłamanie się z grupy, kiedy zajdzie taka potrzeba, ignorować negatywne opinie innych, ba, śmiać się z przytyków i wyzwisk, wreszcie należy skupić się na teraźniejszości, a nie rozpamiętywać niepowodzenia z przeszłości i obawiać się przyszłości. I choć ton "Odkryj w sobie psychopatę" bywa niekiedy żartobliwy w książce zawartych jest sporo interesujących informacji z zakresu psychologii eksperymentalnej czy psychopatii, a także cennych rad, które można spróbować zastosować, by stać się bardziej bezwzględnym i twardym w usłanym cierniami życiu.

Na zdjęciu autor książki Kevin Dutton i Michael C. Hall, odtwórca serialowej roli laboranta analizy krwi i zarazem seryjnego mordercy Dextera Morgana.

wtorek, 20 grudnia 2016

John Gribbin "Prawda ostateczna" - recenzja

Nadchodzą nastawione na komercję Święta. Sugeruję jako prezenty kupować książki popularnonaukowe, tudzież dobre krążki muzyczne.

70-letni astrofizyk John Gribbin jest jednym z najbardziej niestrudzonych popularyzatorów nauki. Spektrum tematyki, którą przedstawia w swoich książkach jest doprawdy imponujące: biografie wybitnych naukowców, mechanika kwantowa, kosmologia, astrofizyka, zmiany klimatyczne, ewolucja człowieka, itd. Nakładem wydawnictwa Prószyński i Spółka ukazała się niedawno jego najnowsza książka "Prawda ostateczna: Jak odkryliśmy narodziny Wszechświata".

Książka rozpoczyna się od nieco przypadkowego odkrycia w 1965 roku przez Arno Penziasa i Roberta Wilsona kosmicznego mikrofalowego promieniowania tła (promieniowania reliktowego) będącego dowodem na powstanie Wszechświata w Wielkim Wybuchu. Jego istnienie przewidywał już w latach 40-tych fizyk George Gamow wraz ze współpracownikami. Owo odkrycie promieniowania reliktowego przyczyniło się do ugruntowania teorii o Wielkim Wybuchu i odrzucenia teorii Wszechświata stacjonarnego, której orędownikami byli między innymi twórca ogólnej i szczególnej teorii względności Albert Einstein oraz brytyjski astronom Fred Hoyle, który wraz z Thomasem Goldem opracował model stanu stacjonarnego. Obecnie to właśnie teoria Wielkiego Wybuchu jest powszechnie akceptowana jako najlepiej opisująca pochodzenie Wszechświata, którego wiek kosmolodzy precyzyjnie określili na 13.8 miliarda lat. W jaki sposób tego dokonali? O tym opowiada "Prawda ostateczna", w której Gribbin omawia kluczowe zagadnienia mechaniki kwantowej, kosmologii i astrofizyki XX i XXI wieku np. rozpad radioaktywny, budowę jądra atomowego, tunelowanie kwantowe, pierwotną i gwiezdną nukleosyntezę, określanie wieku Ziemi i gwiazd, rozszerzanie się Wszechświata, wspomniane mikrofalowe promieniowanie tła, inflację czy odkrycie zimnej ciemnej materii i ciemnej energii. Każdy z ośmiu rozdziałów "Prawdy ostatecznej" rozpoczyna się od przywołania wyjątkowej liczby (przykładowo tytuł ostatniego "13.8 Przeglądy nieba i satelity"). W książce przewijają się najwybitniejsi naukowcy XIX i XX wieku m.in. Max Planck, Albert Einstein, Hans Bethe, Georges Lemaitre, Fritz Zwicky, Lord Kelvin, George Gamow, Edwin Hubble, Vesto Slipher czy Fred Hoyle, pojawiają się także trzy kobiety: Maria Curie (rad i polon), Henrietta Swan Leavitt (odkrycie zależności pomiędzy okresem cefeidy a jej jasnością absolutną) i Cecilia Payne (odkryła że Słońce i inne gwiazdy składają się w dużej mierze z wodoru).

Rozszyfrowanie precyzyjnego wieku Wszechświata wymagało interdyscyplinarnej współpracy naukowców specjalizujących się w wielu dziedzinach nauk ścisłych np. chemii, geologii, fizyki jądrowej, fizyki teoretycznej, mechaniki kwantowej, elektroniki czy radioastronomii. Obfitowało w wątpliwości, fałszywe tropy, pomyłki i nietrafione koncepcje. Jednak taka powinna być rzetelna i głęboka nauka - w końcu wątpliwości, problemy i błędy prowadzą do zadawania kolejnych pytań i formowania się kolejnych (być może weryfikowalnych, a co za tym idzie trafnych) koncepcji. Ciekawość, dociekliwość, kreatywność badaczy nie zna granic - eksploracja kosmosu, gwiazd, krążących wokół nich planet, księżyców i planetoid trwa w najlepsze. Czy doczekamy się w przyszłości wyjaśnienia tajemnic ciemnej materii i ciemnej energii? Chciałbym aby tak było.

Recenzja niniejsza ukazała się także na portalu naTemat.pl. Na zdjęciu fizyk Paul Dirac.