środa, 16 lipca 2014

The Child (1977) - recenzja



















Oglądanie horrorów w nieznanym mi bądź słabo znanym języku to niezła zabawa. Zawsze istnieje możliwość lingwistycznego podszkolenia. Na przestrzeni wielu lat obejrzałem ponad 2500 horrorów i filmów eksploatacji, poszukiwałem najbardziej zapomnianych filmów (np. "Sasqua" z 1975 roku) i tym samym częstokroć nie dbałem o to w jakim języku film oglądam, bo liczyło się, że go wreszcie obejrzałem. Inna sprawa, że koreańskie, indonezyjskie, filipińskie, japońskie czy nawet niektóre hiszpańskie produkcje grozy z lat 60-tych, 70-tych czy 80-tych nigdy nie doczekały się angielskich napisów czy dubbingu (pierwszy z brzegu przykład to chociażby mnóstwo japońskich filmów pinku eiga z wytwórni Nikkatsu). DVD z horrorem "The Child" (1977) w reżyserii Roberta Voskaniana kupiłem kilka lat temu w trakcie mojego pobytu w Zachodnich Niemczech, film obejrzałem raz i odłożyłem na półkę. Teraz przyszedł czas na ponowny seans. Nie przepadam za językiem niemieckim, ale na szczęście fabuła "The Child" jest prosta jak budowa cepa.

Alicianne Del Mar (Laurel Barnett) wyjeżdża na prowincję, aby zaopiekować się dziwną małą dziewczynką imieniem Rosalie (Rosalie Cole). Po śmierci matki (stałej bywalczyni szpitali psychiatrycznych) dziecko sprawia coraz poważniejsze kłopoty wychowawcze. Alicianne się tym nie przejmuje, gdyż sama straciła w młodym wieku rodziców. W każdym bądź razie do Rosalie rzeczywiście trzeba mieć stalowe nerwy - dziewczynka nienawidzi innych dzieci, grejpfrutów i pączków, a oprócz tego rysuje mroczne obrazki i lubi chodzić po północy na pobliski cmentarz, by się bawić z "przyjaciółmi". Owi przyjaciele to grupa zombies przyzywana i kontrolowana przez Rosalie. Ożywieńcy zabijają każdego, kto stanie na ich drodze (nawet kociaki). Czasem wspomoże ich w tym strach na wróble, kolejny "przyjaciel" Rosalie. Dlaczego mała czarownica to robi? Zemsta za śmierć matki? Złe nasienie? Tego się jednak nie dowiemy.

"The Child" (1977) można sporo zarzucić. Aktorzy są fatalni, a wypowiadane przez nich kwestie dialogowe brzmią sztucznie. Montaż rwie się, akcja toczy się bez ładu i składu. Ale film ma kilka efektownych scen onirycznej grozy: skąpany we mgle cmentarz wygląda wspaniale, wędrująca przez posępny las Alice natyka się na martwe zwierzęta, a także tańczy ze starszym bratem Rosalie, Lenem, który zamienia się w stracha na wróble. Całość okraszona jest przyzwoitą dawką taniego gore. Oczywiście finał, w którym Alicianne wraz z Lenem barykadują się w szopie przed hordą spragnionych krwi i mordu zombies inspirowany jest nieśmiertelną "Nocą żywych trupów" (1968) George'a A.Romero. Ale w pewnym momencie nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Sam Raimi inspirował się "The Child" przy realizacji kultowego "Martwego zła"/"The Evil Dead" (1981). Pewnikiem widział "The Child" w jakimś zapyziałym kinie drive-in. Któż by przypuszczał? Chodzi mi zwłaszcza o sceny kręcone w suterenie. Będę musiał się kiedyś zaopatrzyć w DVD Something Weird Video. Dodatkowy plus za przyjemny syntezatorowy soundtrack.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz